Polecany post

Reaktywacja

Kim jestem? Korpoludkiem od kilku lat amatorsko uprawiającym sport. Aktywność fizyczna pozwala mi nie zwariować, uwalnia od stresu i frustr...

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Bieg Wierchami Waligóra

Mój pierwszy bieg ultra mam już za sobą. Dopiero wczoraj wieczorem dotarło do mnie, czego dokonałam. Oficjalne wyniki pojawiły się dzisiaj.


Trasa liczyła niespełna 30 kilometrów, ale była dość wymagająca. Beskid Sądecki ma to do siebie, że zejście ze szczytu niekoniecznie musi oznaczać schodzenie w dół ;) Ostatnie dwa kilometry asfaltem zrobiły swoje i musiałam iść. Moje tętno oscylowało w granicach 140 bpm i czułam, że brakuje mi oddechu. Nie ukrywam, że mnie to mocno zdemotywowało i chyba trochę poniosła mnie ambicja, a przecież liczy się to, że dotarłam do mety i przez 28 kilometrów szło mi naprawdę świetnie.
Ostatecznie skończyło się 109 miejscem w kategorii open (wśród 174 sklasyfikowanych), z czasem 4:16:35 h.


Jestem zadowolona z wyniku. Wyciągnęłam już wnioski i wiem, co muszę zrobić, żeby go poprawić. Przede wszystkim muszę zmienić dietę, dorzucić do niej węglowodany złożone. Muszę nauczyć mój organizm spożywania posiłków podczas treningu (biegu) i nie mówię tu o żelach energetycznych, ale o czymś konkretnym. Ponadto muszę więcej trenować w terenie urozmaiconym. To ostatnie nie będzie łatwe, ale postaram się wykorzystać każdą okazję i każdy wyjazd poza miasto.
Wielkie gratulacje i podziękowania dla organizatora... za widokową i dobrze oznaczoną trasę, obfite punkty żywieniowe, pomoc wolontariuszy i fantastyczną atmosferę.


Medal jak najbardziej zasłużony. Jest satysfakcja i motywacja do kolejnych startów :)

Kinga

poniedziałek, 28 maja 2018

Goralman - 26 maja 2018

To zdecydowanie jedne z najlepszych zawodów, w których do tej pory brałam udział. To niesamowite uczucie być członkiem sztafety.
Do pokonania we troje mieliśmy dystans 1/2 IM (2 km pływania, 83 km na rowerze i 21 km biegu).


Start o godzinie 8 rano w Namestovie na Słowacji. Pływanie to mocna strona Jacka. Potem pałeczkę przejął Janusz i pokazał formę na rowerze. Na mnie czekała Babia Góra...
Wiem już na pewno, że po rowerze miałam 28 minut straty do pierwszej sztafety, do drugiej - około 10... może mniej... nie mamy jeszcze oficjalnych wyników. Wiedziałam, że mam po prostu robić swoje, ale to tak trochę głupio być na trzecim miejscu wśród trzech sztafet... ;) Uwielbiam Babią... budzi respekt i daje po d... Jestem mocna w podbiegach, procentuje crossfit z kiedyś tam. Wiedziałam, że mam marną szansę, żeby dogonić dziewczynę z pierwszej sztafety, ale po cichu liczyłam na walkę o drugie miejsce i faktycznie była... Doszłam gościa na szczycie Babiej. Widziałam, że ma kryzys na podejściu, ale po krótkiej przerwie na stacji z żywnością popruł w dół aż się kurzyło. Pomyślałam, że albo coś wziął, albo się zaraz przypali. To było to drugie. Minęłam go niewiele potem, mówił że ma skurcze ud, ale nie potrzebuje pomocy. No to pobiegłam dalej, żeby zrobić swoje. Gość był ambitny i jeszcze kilka razy się wymijaliśmy aż do wypłaszczenia... około 3 km... Tam czekali na mnie Kasia i Janusz. Biegliśmy razem, w dobrym tempie, około 4:40 km na minutę. Nie wiem, skąd wzięłam siły, żeby jeszcze śpiewać, ale to ewidentnie zbijało z tropu mojego konkurenta. Goralman ma bardzo charakterystyczne zakończenie, bo  tuż przed metą jest kilkudziesięciometrowy podbieg, ale taki pionowo w górę. Powiedziałam Januszowi, że nie dam rady biec i zaczęłam iść, ale poczułam, że teraz nie mogę odpuścić i pobiegłam te ostatnie kilka metrów... Wyrównałam stratę i wyprzedziłam konkrecyjną sztafetę o 2 sekundy. Mieliśmy wywalczone pudło!!


Panowie kapelusze z głów. My mamy te nasze wymarzone... góralskie... Cudowna walka i uczucie na mecie. Według mojego Polara miałam czas 3:18:25 h i jestem mega dumna z tego wyniku. Góry to góry, wymagają przygotowania i pokory.


I jeszcze kilka słów uznania dla organizatora. Mamy się czego i od kogo uczyć. Wszystko dopięte na ostatni guzik, świetna atmosfera  i doping w trakcie zawodów, dobrze oznaczone trasy, obfite punkty żywieniowe, dwudaniowy posiłek dla każdego zawodnika (rosół i ryż z gulaszem), niestandardowe nagrody... Dziękujemy!!
Niedługo powtórka z rozrywki, bo już za miesiąc w Rytrze. Hej sokoły... ;)

Kinga

niedziela, 6 maja 2018

Cracovia Maraton - 22 kwietnia 2018

Spóźniona relacja z mojego biegu na dystansie maratońskim po dwóch latach od pierwszego startu. Jestem zadowolona z wyniku, mimo iż po cichu liczyłam na to, że uda mi się poprawić życiówkę. Po 23/24 kilometrze wiedziałam już, że jest to mało realne, ale nie odpuściłam i biegłam do końca. Ostatecznie udało się osiągnąć czas 3:59:40 h.


Moje wnioski z tego startu:
- poprawić sposób odżywiania - więcej węglowodanów złożonych,
- poprawić odżywianie w trakcie biegu na długim dystansie, bo trzy żele energetyczne to stanowczo za mało...
- zwiększyć ilość treningów wydolnościowo-wytrzymałościowych.
Mogę powiedzieć, że to były główne przewinienia z mojej strony, a resztę zrobiła pogoda, czyli lato w pełni w kwietniu. Po 35 kilometrze było już coraz trudniej, ale nie poddałam się i biegłam. Szłam tylko na długości punktów odżywczych. Satysfakcja na mecie była nie do opisania. Pojawiła się też myśl, żeby jesienią spróbować poprawić wynik ;) Ambicja...
Dziękuję organizatorom za jedną pętlę, ale czy naprawdę nie dało się bez mniejszej ilości "zawijasów"? Pakiet startowy, jak zwykle po krakowsku, czyli bardzo bardzo skromnie. Gdybym płaciła pełną opłatę startową, to pewno bym się poirytowała... na szczęście w grupie jest zawsze taniej ;)


To mój ostatni, tym razem już zdecydowanie, start w Krakowie. Jest tyle ciekawszych miejsc i tylu bardziej przychylnych biegaczom organizatorów... Na przykład w Skawinie można wystartować z dzieckiem w specjalnym biegowym wózku.
Moje najbliższe poważne wyzwanie to Goralman... Babia Góra będzie moja!! :)

Kinga

sobota, 21 kwietnia 2018

Jutro maraton...

Myślę, że jestem dobrze przygotowana do jutrzejszego biegu i jestem zadowolona z moich treningów, choć dopiero jutro się okaże, na ile były skuteczne. W kwietniu udało mis się wybiegać sporo kilometrów.


Najważniejsze, że nie zabrakło czasu na rozciąganie...


Dzisiaj odebrałam pakiet startowy. Dość ubogi, ale to dość typowe w Krakowie ;) Na szczęście nie ponosiłam pełnej opłaty startowej. Zapas suplementów na bieg też już przygotowany.



Teraz już tylko relaks :)

Kinga

niedziela, 8 kwietnia 2018

Podsumowanie marca

To był dość intensywny miesiąc, szczególnie biegowo. Myślę, że udało mi się nadrobić półtorej tygodnia stracone przez anginę.


Na koniec marca zafundowałam sobie ponad 10 kilometrowe wybieganie z podbiegami. Akurat byłam w okolicach Nowego Sącza i byłoby szkoda nie wykorzystać okazji. Takie treningi na pewno zaprocentują pozytywnym efektem podczas zbliżającego się maratonu.



Był czas i na bieganie, i na trx'a i na stretching. Zauważyłam, że odkąd zaczęłam się rozciągać o wiele lepiej biega mi się na dłuższych dystansach. Dlatego zamierzam kontynuować.


Maraton już za dwa tygodnie i powoli zaczynam czuć smak adrenaliny i endorfin :)

Kinga

piątek, 23 marca 2018

Półmaraton wokół Jeziora Żywieckiego - 18 marca 2018

Sezon biegowy 2018 uważam za otwarty i to z całkiem niezłym wynikiem - 01:53:30 h na dystansie półmaratonu w terenie urozmaiconym. Jestem bardzo zadowolona z wyniku i to z kilku powodów. Po pierwsze, nie nastawiałam się na żaden konkretny czas, bo jeszcze nigdy nie biegłam półmaratonu (Perły się nie liczą) w takim terenie... wzniesienie... dolina... wzniesienie... i wynik poniżej dwóch godzin zaskoczył mnie na plus. Po drugie, nie miałam kolki. Po trzecie, nie czułam spięcia mięśni nóg. Po czwarte, nie miałam kryzysu na żadnym kilometrze. Po raz kolejne, biegłam na rezerwie, czyli mogłam pocisnąć, a tego nie zrobiłam. Muszę popracować nad techniką zbiegania, bo mogłam nadrobić czas, ale bałam się że mnie złapie kolka. Jestem mega dumna z moich podbiegów, bo... wszystkie były w biegu... ;)


Trasa malownicza, polecam każdemu komu znudziło się biegania w mieście. Mimo że temperatura była na minusie,  nie czuło się zimna, no może trochę na zaporze. Jedyne co mam do zarzucenia organizatorom, to hm... toalety... minus ileś stopni, a tu trzeba do toi toia... Ale nadrobili tym, że można było wybrać dodatek w pakiecie startowym. Każdy średnio zaawansowany amator biegania ma co najmniej kilkanaście koszulek, a tu organizator pozostawił wybór między koszulką, kubkiem i ręcznikiem. Świetny pomysł!! Butelka żywce na każdym postoju (szacun za ich ilość) w marcu, to nieco przesada. Szkoda plastiku, zadbajmy trochę o środowisko. Podobno na piątym wodopoju woda była z lodem gratis ;)


Myślę, że do dobrego wyniku przyczynił się stretching. Od momentu anginy rozciągam się konsekwentnie kilka razy w tygodniu i jak widać są efekty. Polecam!!

Kinga


piątek, 16 marca 2018

Podsumowanie lutego

Pod koniec lutego niestety dopadła mnie angina, ale i tak cieszę się z tego, że chociaż w pierwszej połowie miesiące udało mi się trochę pobiegać.

 

Za to choroba stała się impulsem, żeby zacząć się rozciągać i już widzę pierwsze pozytywne efekty. Jakoś tak lżej mi się biega, nogi są mniej spięte niż zwykle, dłuższe dystanse dają więcej przyjemności, a co za tym idzie satysfakcji. Jednym słowem warto zainwestować w dobry stretching i ćwiczenia mobility. Na youtube nie brakuje inspirujących filmików.
W niedzielę pierwszy start w tym sezonie, na dystansie półmaratonu. Ma być zimno, więc trzeba się odpowiednio przygotować. Nieważna pogoda, liczy się cel i motywacja!

Kinga