czwartek, 30 października 2014

Dyscyplina

Dostałam dziś reprymendę, że nic się nie dzieje na blogu. Faktycznie zaniedbałam się ostatnio, ale obiecuję poprawę.
Miałam taką luźną myśl, kiedy w sobotę biegaliśmy z naszym trenerem w okolicach Kopca Krakusa, że dyscyplina jest jednak ważna, szczególnie ta własna, jakby wewnętrzna. Przed Spartanami na treningi przychodziło bardzo dużo osób, a teraz ze starej ekipy nie ma praktycznie nikogo... Misja zakończona i można odpuścić. A co z biegami w przyszłym roku? Formę buduje się dosyć długo...


Ja nie odpuszczam, z resztą nie mogę bez tego żyć ;) Poza tym nie da się oszukać samego siebie. Albo się trenuje, dba o dietę, kondycję i dobrze wygląda, albo się zaczyna od przyszłego poniedziałku, a i tak nic z tego nie wychodzi.


Trzeba być twardym, a nie miętkim ;)

Miałam dziś fantastyczny trening!! Fit camp...

1 runda
10 x martwy ciąg 30 kg
10 x burpee z przeskokiem przez sztangę
całość powtórzona 4 razy, na co drugą minutę

2 runda
10 x zarzut wyrzut 13,5 kg
10 x wyskok na step
całość powtórzona 4 razy, co półtorej minuty

3 runda
10 x przysiad 20 kg
10 x burpee z wyskokiem na step
całość powtórzona 4 razy, na co drugą minutę

4 runda
10 x thrusters 20 kg
7 x burpee z przeskokiem przez sztangę w 1 i 2 serii
7 x burpee z wyskokiem na step w 3 i 4 serii

To był mocny trening i przyznam otwarcie, że w 3 rundzie musiałam ograniczyć burpee do 6 powtórzeń, ale przynajmniej udało mi się utrzymać technikę, myślę że do końca.

Potem miałam jeszcze zdrowy kręgosłup i oczywiście pole dance. Jestem zmęczona, ale też zadowolona.
Tak właśnie wygląda wieczór osoby uzależnionej od sportu ;)

Kinga

niedziela, 19 października 2014

Pole dance uzależnia

Nigdy bym nie pomyślała, że się aż tak zajawię na punkcie rury. W tym tygodniu byłam na zajęciach trzy razy. Dziś było open studio, więc każda z nas ćwiczyła to, co chciała i każda miała swoją własną rurę. Moim wielkim sukcesem jest to, że udało mi się na nią wyjść. Na nogach przybyły nowe siniaki, ale będę żyć ;) Poćwiczyłam też wyjście z barku, fireman'a i krzesełko. Kolejne zajęcia wyjątkowo dopiero w czwartek, a ja już nie mogę się doczekać...


Wcześniej zrobiłam mój 50-minutowy trening siłowy i dziś był progres - przysiad 40 kg, martwy ciąg 70 kg. Jest moc i oby tak dalej :)
Teraz, w z związku z wyjazdem na delegację, czeka mnie dwudniowa przerwa w treningach, ale obiecałam sobie, że przynajmniej na basen pójdę.

Kinga

środa, 15 października 2014

Nowy plan treningowy

W związku z tym, że zaczęłam trenować pole dance i na siłowni, musiałam nieco zmodyfikować swój całotygodniowy plan. Wygląda on następująco:



Czy to za dużo? Rozmawiałam z instruktorem. Powiedział, że jeżeli nie czuję się przetrenowana, zmęczona, to jest ok :)
Dam radę!! Kto jak nie ja?

Kinga

16.11.2014 Ps. ciąg dalszy zmian w grafiku...
Poniedziałek - jw.
Wtorek - jw. + bieżnia
Środa - jw.
Czwartek - Fit camp, Pole dance i bieżnia
Piątek- jw.
Sobota - jw.
Niedziela - Pole dance, TRX // basen, pole dance i bieżnia

Duszona wołowina

* 2 ząbki czosnku i średnią cebulę pokroić w kostkę, podsmażyć na maśle i oleju rzepakowym,
* wołowinę pokroić w małe kawałki, obsmażyć na wcześniej podsmażonym czosnku i cebuli,
* dolać przegotowaną wodę tak, aby przykrywała całe mięso, dosypać "Warzywko" i dusić na małym ogniu przez około godzinę,
* pół czerwonej papryki pokroić w drobną kostkę, dorzucić do wołowiny i dusić przez 30 minut,
* pół marchewki zetrzeć na tarce (na drobnym oczku), dorzucić do wołowiny,
* całość doprawić pieprzem, słodką papryką, majerankiem i dusić przez kolejne 30 minut,
* pod koniec duszenia delikatnie podlać czerwonym półsłodkim winem.
Co jakiś czas trzeba zamieszać przygotowywany gulasz.


Smakuje wyśmienicie, tak że polecam :)

Kinga

wtorek, 14 października 2014

Mój pierwszy trening na siłowni

A wszystko dzięki motywacji jednego z instruktorów, do którego chodzę na zajęcia grupowe. Już od jakiegoś czasu myślałam o tym, żeby ćwiczyć z dużymi ciężarami, ale tak mi jakoś schodziło... do dziś...
Było super!! Mam ułożony plan treningowy. Dzisiaj udało mi się dojść do 35 kg w przysiadzie i 60 kg w martwym ciągu. Za 3 treningi mam się ponownie zgłosić do instruktora i może cos dołożymy do tego zestawu. Mam nadzieję, że będzie jakiś progres, choćby 5 kg.


Niewiele trzeba, żeby wiele zmienić. Muszę sobie ułożyć nowy plan treningowy... ale tak na spokojnie... wszystko przemyśleć...

Kinga

niedziela, 12 października 2014

Chleb cały z ziaren, bez mąki

Składniki:
ziarna słonecznika, siemię lniane, pestki dyni, ziarna sezamu, 2 jajka, banan (dodałam około 250 g ziaren)

Sposób przygotowania:
Banana (najlepiej mocno dojrzałego) pokroić w cienkie plastry i dodać do mieszanki ziaren. Rozbić jaja i wymieszać w misce z pozostałymi składnikami. Przełożyć masę do nasmarowanej masłem formy. Piec w nagrzanym wcześniej piekarniku w temperaturze 160°C przez 60 minut. Wystudzić przed pokrojeniem.



Można podawać na przykład z pastą oliwkową. Bardzo smaczne :)

Kinga

czwartek, 9 października 2014

Pole dance - drugie podejście...

...tym razem udane. Niesamowite, jak wiele zależy od instruktora.
Pierwszą próbę podjęłam ponad dwa lata temu i to była porażka. W ogóle mi się nie podobało. Instruktorka gwiazdorzyła, robiła dziwne miny, kiedy mi coś nie wychodziło, a nie wychodziło mi nic. Nie potrafiła pokazać techniki. Odpuściłam po jakiś 15 minutach, powiedziałam że to nie dla mnie i chcę wyjść z zajęć. Instruktorka strzeliła focha i na tym się zakończyły moje pierwsze mizerne próby.
Inna sprawa, że ta sama dziewczyna świetnie prowadzi ABT i zajęcia ze wzmacniania.
Dwa lata temu nie miałam siły w mięśniach, bo moją jedyną formą ruchu była zumba i długie spacery. Jeśli dołożyć do tego brak pojęcia o technice, to wiadomo, że byłam skazana na porażkę.
Dziś to była zupełnie inna historia. Instruktorka wyrzeźbiona, pełna zapału i uśmiechnięta. Cały czas nas zachęcała, pokazywała figury, motywowała. Ja też mam więcej siły i zdecydowanie więcej pewności siebie niż wtedy.
Bardzo mi się podobało i na pewno będę chodzić na pole dance. Nie wiem tylko, jak to wcisnę w mój już napięty grafik... No ale czego kobieta nie zrobi, żeby być choć trochę bardziej kobiecą... ;)


Coś pokombinuję i jakoś dam radę. Ostatecznie zamieszkam w fitness clubie, a co... ;)

Kinga

poniedziałek, 6 października 2014

Zmiany w planie treningowym

Poniedziałek - Trening funkcjonalny (w formie choreografii) i Team Challenge, pole dance
Wtorek - Race walking i TRX body blast
Środa - basen
Czwartek - Fit camp i zdrowy kręgosłup, pole dance
Piątek - Body workout, pump i stretching
Sobota - TRX circuit i bieganie
Niedziela - odpoczynek


W czwartek idę wypróbować nowe zajęcia, ale to będzie temat na odrębnego posta ;)

Kinga

niedziela, 5 października 2014

Krakowskie kopce zdobyte

W sumie to miał być mój ostatni bieg w tym sezonie, ale wygląda na to, że jednak nie ;) Może w bieganiu nie ma sezonowości. Przede mną Krakowski Bieg Niepodległości, a potem kto wie... może Bieg Sylwestrowy...
Dzisiejsze zawody były zdecydowanie inne od Spartana, ale z drugiej strony o wiele ciekawsze niż Cracovia Interrun. Wystartowaliśmy o 10.30, trasa liczyła prawie 13 km.


Tym razem nie miałam kryzysu na żadnym kilometrze. Biegłam sobie w miarę równym tempem, nieco przyspieszając na ostatnich 5 km. Mój wynik poniżej:

W ten oto sposób zdobyłam swój kolejny w życiu medal, nie sama, bo w towarzystwie dziewczyn, z którymi trenuję w tym samy klubie. Tym razem były to Karolina i Aga, w grupie zawsze raźniej. Nie ma nic lepszego niż wzajemna motywacja :)


Wiem, że się powtarzam, ale... nie lubię biegać ;)

Kinga

piątek, 3 października 2014

Kuchnia Kreteńska

...i po urlopie... było cudownie... piasek, morze, słońce... :)
Jestem bardzo zadowolona z miejsca, które wybrałam na tegoroczne wakacje, pod każdym względem.
Lokalizacja bez zastrzeżeń, Stalida to mała miejscowość turystyczna, położona między Hersonissos a Malią, około 33 km od Heraklionu.
Pogada taka jak lubię, w zasadzie bez upałów. Przekonałam się też, co znaczą wiatr i deszcz na wyspie. I niech mi ktoś jeszcze raz ponarzeka na deszcz w Polsce... ;)
Kreteńczycy są bardzo otwarci i przyjaźnie nastawieni do przyjezdnych, ale bez natręctwa.
Ceny - rozsądne, nie licząc pamiątek, ale to norma w regionach nastawionych na turystykę.
Jedzenie? Niebo w gębie i myślę, że zdrowe. Tylko raz narzekałam, ale o tym za chwilę.
Wybrałam ofertę HB, czyli ze śniadaniem i obiadokolacją. Bufety były przygotowane pod każde podniebienie, dla tych dbających o zdrowie i dla tych, którym nieszczególnie na zdrowiu zależy.
Na śniadanie były jajka w różnej formie (jajecznica, sadzone, na twardo, jakieś ciasto jajeczne), ser żółty i feta, warzywa (oliwki, pomidory, ogórki, zielona papryka), wędliny (kiełbaski, boczek, parówki), świeże owoce... a także... pieczywo, płatki kukurydziane, dżemy i nutella...
W ciągu dnia jadłam orzechy i jabłka. Dałam się też skusić na shake czekoladowy, ale taki prawdziwy, bez ściemy, zrobiony z lodów czekoladowych i mleka.
A obiadokolację opiszę obrazowo :)








Dlaczego narzekałam? Pod koniec pobytu miałam zarezerwowaną wycieczkę fakultatywną. Wyjazd był sporo przed śniadaniem, więc spytałam na recepcji, czy mogę dostać coś na wynos. Powiedzieli, że o wskazanej godzinie otworzą dla mnie restaurację. I faktycznie była otwarta, ale na bufecie był tylko chleb, dżemy, ciasteczka i płatki kukurydziane... :/
Bogatsza o to doświadczenie, postarałam się o lepsze śniadanie na dzień wyjazdu z hotelu. Wystarczyło uśmiechnąć się do zaprzyjaźnionego kelnera, żeby dostać jajko, rybę, warzywa i ser feta.
Chyba trochę przytyłam, tak z kilogram, choć nie czuję po ubraniach.
W trakcie pobytu na Krecie cztery razy biegałam, ale to nie to samo, co moje standardowe treningi. No cóż, w każdym razie lepszy rydz niż nic. Dużo spacerowałam, a taka forma ruchu też jest dobra.
Oj, będzie mi brakowało greckiej kuchni. Udało mi się przywieźć małe co nieco, ale raczej nie starczy na długo. Trzeba się więc będzie poduczyć i zacząć gotować po śródziemnomorsku ;)

Kinga