Polecany post

Reaktywacja

Kim jestem? Korpoludkiem od kilku lat amatorsko uprawiającym sport. Aktywność fizyczna pozwala mi nie zwariować, uwalnia od stresu i frustr...

poniedziałek, 28 maja 2018

Goralman - 26 maja 2018

To zdecydowanie jedne z najlepszych zawodów, w których do tej pory brałam udział. To niesamowite uczucie być członkiem sztafety.
Do pokonania we troje mieliśmy dystans 1/2 IM (2 km pływania, 83 km na rowerze i 21 km biegu).


Start o godzinie 8 rano w Namestovie na Słowacji. Pływanie to mocna strona Jacka. Potem pałeczkę przejął Janusz i pokazał formę na rowerze. Na mnie czekała Babia Góra...
Wiem już na pewno, że po rowerze miałam 28 minut straty do pierwszej sztafety, do drugiej - około 10... może mniej... nie mamy jeszcze oficjalnych wyników. Wiedziałam, że mam po prostu robić swoje, ale to tak trochę głupio być na trzecim miejscu wśród trzech sztafet... ;) Uwielbiam Babią... budzi respekt i daje po d... Jestem mocna w podbiegach, procentuje crossfit z kiedyś tam. Wiedziałam, że mam marną szansę, żeby dogonić dziewczynę z pierwszej sztafety, ale po cichu liczyłam na walkę o drugie miejsce i faktycznie była... Doszłam gościa na szczycie Babiej. Widziałam, że ma kryzys na podejściu, ale po krótkiej przerwie na stacji z żywnością popruł w dół aż się kurzyło. Pomyślałam, że albo coś wziął, albo się zaraz przypali. To było to drugie. Minęłam go niewiele potem, mówił że ma skurcze ud, ale nie potrzebuje pomocy. No to pobiegłam dalej, żeby zrobić swoje. Gość był ambitny i jeszcze kilka razy się wymijaliśmy aż do wypłaszczenia... około 3 km... Tam czekali na mnie Kasia i Janusz. Biegliśmy razem, w dobrym tempie, około 4:40 km na minutę. Nie wiem, skąd wzięłam siły, żeby jeszcze śpiewać, ale to ewidentnie zbijało z tropu mojego konkurenta. Goralman ma bardzo charakterystyczne zakończenie, bo  tuż przed metą jest kilkudziesięciometrowy podbieg, ale taki pionowo w górę. Powiedziałam Januszowi, że nie dam rady biec i zaczęłam iść, ale poczułam, że teraz nie mogę odpuścić i pobiegłam te ostatnie kilka metrów... Wyrównałam stratę i wyprzedziłam konkrecyjną sztafetę o 2 sekundy. Mieliśmy wywalczone pudło!!



Panowie kapelusze z głów. My mamy te nasze wymarzone... góralskie... Cudowna walka i uczucie na mecie. Według mojego Polara miałam czas 3:18:25 h i jestem mega dumna z tego wyniku. Góry to góry, wymagają przygotowania i pokory.


I jeszcze kilka słów uznania dla organizatora. Mamy się czego i od kogo uczyć. Wszystko dopięte na ostatni guzik, świetna atmosfera  i doping w trakcie zawodów, dobrze oznaczone trasy, obfite punkty żywieniowe, dwudaniowy posiłek dla każdego zawodnika (rosół i ryż z gulaszem), niestandardowe nagrody... Dziękujemy!!
Niedługo powtórka z rozrywki, bo już za miesiąc w Rytrze. Hej sokoły... ;)

Kinga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz