piątek, 30 października 2015

Moje menu

Śniadanie - jajecznica na kiełbasie, pół żółtej papryki i pół pomidora


II Śniadanie - maślanka o smaku pieczonego jabłka... pyszota ;)

Obiad - kasza kuskus z kurczakiem, kukurydzą, oliwkami i pomidorem


Mój plan treningowy na dziś to race walking i trening funkcjonalny. A wieczorem wybieram się na posiadówkę do koleżanki, więc pewno popełnimy jakieś dietetyczne grzeszki, ale od czego jest piątek? ;)

Kinga

czwartek, 29 października 2015

Anty - Dieta

Chyba nadszedł najwyższy czas, żeby o tym napisać, więc piszę... Mam dość świrowania na punkcie diety, liczenia kalorii lub gramów zjedzonego posiłku, dążenia do perfekcji za wszelką cenę. Nie o to chodzi. Jeśli komuś się wydawało, że takie jest przesłanie mojego bloga, to najwyraźniej zostałam źle odebrana :(
Chciałam być pozatywnym przykładem na to, że można osiągnąć wiele, jeśli się tylko chce, ale moim celem niegdy nie było nakłanianie kogoś do trzymania restrykcyjnej diety. Nie dajmy się zwariować. Chciałam zachęcić do gotowania w domu i jedzenia jak najmniejszej ilośći produktów przetworzonych. Chciałam dać motywację do wyznaczania sobie celów sportowych i dążenia do ich osiągnięcia.
Wyszło inaczej, przynajmniej tak mi się wydaje. W związku z tym mam potrzebę zrobiania małego sprostowania.
Dziś na śniadanie zjadłam jajka na bekonie z pomidorem, serem gouda i marynowanymi ostrymi papryczkami. Do tego było pyszne gorące kakao na mleku :) ...a w drodze do pracy energetyk z Biedronki :D
Na drugie śniadanie mam truskawkową maślankę, a na obiad ryż z kurczakiem, doprawiony żółtym serem. Jeszcze tylko jakąś zieleninę muszę do tego dokupić.
Mam też przekąskę, wafelek o smaku toffi, oblany czekoladą :) I co Wy na to?


cdn...

Kinga

sobota, 24 października 2015

2. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Udało mi się zakończyć tegoroczny sezon biegowy z całkiem niezłym wynikiem 01:47:42 h. Uważam, że to dobry czas biorąc pod uwagę fakt, że w zasadzie nie przygotowywałam się do tego biegu. Może jednak coś w tym jest, że czasem warto pobiec na świeżaka i bez ciśnienia,na osiągnięcie jakiegoś konkretnego rezultatu. Jestem zadowolona, teraz mogę odpoczywać :)



Organizator zawodów stanął na wysokości zadania, jeśli chodzi o trasę, punkty z wodą i jedzeniem. Natomiast uważam, że miejsce składania depozytów mogło być lepiej oznaczone. Pytałam chyba z 15 osób, a i tak nikt mi nie potrafił pomóc.


Do około 12 km biegło mi się całkiem fajnie, a potem zaczęłam dostawać kolkę. Mimo to cały czas biegłam, stosując już wypróbowaną metodę wdychania powietrza w miejsce bólu. Poza tym nie miałam żadnego kryzysu, problemów z oddechem, bolących mięśni. Jak tylko zaczynało mi spinać uda, myślałam o tym, żeby rozluźnić mięśnie i to pomagało. Wbieg na metę był bardzo wyjątkowy, bo w świetle jupiterów ;) Nie mogę się doczekać zdjęć z imprezy.
Od dzisiaj odpoczywam. Będę biegać, ale tylko treningowo. A w styczniu wyznaczę sobie kolejne cele i ułożę nowy plan, zupełnie jak specjaliści od noworocznych postanowień ;)

Kinga

środa, 21 października 2015

Aktywny długi weekend

Trafiła się okazja wypadu w Bieszczady, więc skorzystałam. Wzięłam dwa dni urlopu i w drogę... Treningowo i tak jestem ostatnio w plecy, ale nie narzekam, bo przynajmniej odpoczęłam. Z dietą też jest nie do końca tak jak trzeba, co niestety widać na wadze. Mam mały kryzys, ale się nie spinam, bo to nie miałoby większego sensu. Odpocznę, przemyślę pewne rzeczy i wrócę na swoje tory. Zmęczył mnie temat diet, jedzenia, uważania na każdy element posiłku... Jem to, na co mam ochotę, a ostatnio szczególnie dobrze wchodzi mi maślanka...
Ale wracając do tematu... w sobotę popołudniu wyruszyliśmy do Sanoka i tego dnia w zasadzie nie zrobiliśmy nic produktywnego. Za to w sobotę po śniadaniu postanowiliśmy wybrać się na spacer, a ja skorzystałam z okazji, żeby trochę pobiegać. Nie zrobiłam jakiejś rekordowej ilości kilometrów, ale miałam za to trening siłowy, z podbiegami itp...


Następnym razem na pewno wydłużę trasę, bo dopiero teraz widzę, że można :D
Po obiedzie pojechaliśmy do Sanoka, żeby zwiedzić tamtejsze muzeum i w końcu udało mi się zobaczyć obrazy Beksińskiego. Muszę przyznać, że robią wrażenie, choć niektóre mnie trochę przerażają.
A na obiad była pyszna zupa krem przygotowana przez mojego lubego ;) Nie wiem, jak on to robi, że mu takie smakołyki wychodzą... Wrzucił do garczka kalafior, poł dyni, czerwoną paprykę, doprawił, ugotowała, zblendował i voilà... zupa gotowa :)
Na niedzielę nie mieliśmy żadnych ambitnych planów... wyspać się, zjeść obiecaną jajecznicę na cebulce i powrót do domu. Po drodze wstąpiliśmy na zaporę w Myczkowcach i nad Solinę. Udało mi się zrobić kilka fajnych zdjęć :)


Uwielbiam mój aparat, choć nadal się uczę, jak nim robić zdjęcia. Już wiem, że muszę zmienić obiektyw, ale wszystko w swoim czasie.
W poniedziałek też było aktywnie, bo po śniadaniu spacer na Łopień.


Oj ciężko jest wrócić do świata korpo po takim wypoczynku na świeżym powietrzu, ale jak trzeba to trzeba...
...a po pracy na trening. Po dość długiej przerwie postanowiłam pójść na step i było extra!! Chyba sobie wpiszę te zajęcia w mój środowy grafik ;)
Potem byłam jeszcze na Spartan Challenge. Jak było? Pisać nie muszę, bo wiadomka ;) Dzisiejszy trening składał się z 6 stacji:
* dead lift
* wall ball
* wiosła / burpees
* podciąganie na drążku
* pompki (z oderwaniem dłoni od podłoża)
* odpoczynek
Mieliśmy minutę pracy na każdej stacji, bez przerwy. Całość w czterech seriach.
Moje wyniki:
* dead lift 40 kg x 49
* wall ball 7 kg x 13, 6 kg x 20
* wiosła 17 kcal / burpees 23
* podciąganie na drążku 31 (zielona guma)
* pompki (z oderwaniem dłoni od podłoża) 39
Nieźle, jeśli chodzi o martwy ciąg, ale wiem że na wall ballach stać mnie na więcej. No nic, trzeba trenować i następnym razem trochę powalczyć.
Obiad na jutro gotowy. Teraz już tylko relaks.
A w sobotę ostatni bieg na zakończenie sezonu - Cracovia Półmaraton Królewski. Nie nastawiam się na jakiś konkretny wynik, bo za mało ostatnio biegałam, ale skoro się już zapłaciło wpisowe, to pobiec trzeba!! ;)

Kinga

wtorek, 13 października 2015

Nowy plan treningowy

Kolejne zmiany związane ze zmianą rozkładu jazdy w FA...

Poniedziałek -> aqua aerobik, lekcja pływania
Wtorek -> mix spalacz (race walking + spinning), TRX lub kettle bell
Środa -> step + brzuch, spartan challenge,
Czwartek -> bieganie
Piątek -> race walking, spartan challenge
Sobota -> TRX, bieganie
Niedziela -> aqua aerobik, pływanie (przed południem), bieganie (po południu)

Ten plan na pewno będzie ulegał modyfikacjom, wynikającym z różnych powodów, ale przynajmniej są jakieś konkrety.
Trochę się ostatnio zaniedbałam w pisaniu, ale obiecuję poprawę.
Śkończyłam pieć kotleciki mielone na jutro i czwartek. Teraz już tylko relaks, czyli wrzucę sobie jakiś niemiecki filmik i pewno za godzinkę będę już spać... no może za półtorej godziny... ;)

Kinga

sobota, 26 września 2015

Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia vol. 3

Jesienna pogoda sprzyja rozmyślaniu, zwłaszcza że dzisiaj pada i chyba prędko nie przestanie. Postanowiłam zrewidować swoje cele. Kilka udało mi się zrealizować, z kilku musiałam zrezygnować, więc trzeba je zastąpić nowymi, takimi realnymi do osiągnięcia.

Takie cele stawiam sobie na najbliższy rok:
* Podciągać się na drążku
* Przepłynąć na basenie 25 długości (25 m) bez zatrzymywania się
* Przebiec maraton 42 km 295 m -> cel osiągnięty 6 kwietnia i 15 maja 2016
* Zdobyć trzecią Trifectę w Spartan Race -> cel osiągnięty w 2016 roku
* Ukończyć 1/8 IM -> 475 m pływanie, 22,5 km rower, 5,2 km bieganie
* Zdać egzamin CAE Cambridge Advanced English
* Samodzielnie zrobić sushi
* Spotkałam kogoś fajnego -> nie spieprzyć tego... -> hm...ups... :/


Jak widać, nie muszę zaczynać od 1 stycznia. Każda pora jest dobra, żeby zacząć coś od nowa. Trzeba chcieć, a chcieć to móc!!

Kinga

Piątkowy WOD - BITCH

Na prawdę nie wierzyłam, że to zrobimy. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, oprócz mnie i Domino znalazły sie jeszcze dwie chętne osoby. To nie jest łatwy workout. Powiedziałabym nawet, że to jest trening do zajechania...
80-80-60-60-40-40-20-20-10-10
Kettlebell's swings
Burpees
Najtrudniejszy był początek, czyli serie po 80 i 60 powtórzeń, a potem było już jakby z górki. Wzięłam 12 kg kettla, a zrobienie całego treningu zajęło mi 36 minut.


Żadna z nas nie wymiotowała i wszystkie byłyśmy mega szczęśliwe. Musimy to jeszcze kiedyś powtórzyć.

Dzisiaj wybieram się na basen. Deszczowa pogoda nie sprzyja bieganiu. Z resztą myślę, że powinnam dać mięśniom trochę odpocząć. Biegać będę w przyszłym tygodniu, bo lecę w delegację i to jedyna forma ruchu na jaką mogę sobie wtedy pozwolić.

Kinga

wtorek, 22 września 2015

WOD

Taki tam wtorkowy trening z Domino :)


Krótko, ale konkretnie:
15 burpees
30 dead lifts 30 kg
46 kettlebell snatch (26 L,  26 R hand)
60 box jumps 50cm
75 air squats
90 single unders
Mój czas - 12:46 - jestem z siebie dumna!! :)

Kinga

poniedziałek, 21 września 2015

Tabata

Z zapisywaniem wyników, jak za dawnych dobrych czasów. Był element rywalizacji i o to między innymi chodzi. Oczywiście mam na myśli zdrową rywalizację, bez oszukiwania.
Dziś trener zafundował nam 6 tabat (20 sekund pracy, 10 sekund przerwy x 8):
- podciąganie na drążku (z gumą),
- squats,
- scyzoryki,
- push ups,
- wykroki,
- burpees
...czyli typowy trening z własnym obciążeniem, ale wystarczy, żeby się zmęczyć.
To moje wyniki (liczba powtórzeń w każdej serii i średnia):


Kiedyś robiłam 7 albo 8 burpees, dziś tylko po 6. Od razu widać spadek formy i moją słabą stronę, czyli ręce (patrz podciąganie i pompki... mówią same za siebie...)
Na basenie też dostałam wycisk. Najpierw była własna rozgrzewka, więc zrobiłam 6 długości grzbietem. To jest mój ulubiony styl :) Potem pływaliśmy 2 długości - strzałką na grzbiecie i z rękoma za głową. Następnie były 4 długości strzałką. To mi akurat średnio wychodzi i przypomina raczej żabkę z nogami do kraula ;) Potem miało być 8 długości, w jedną stronę kraulem, a w drugą żabką. Wolne żarty, kiedy ja nie umiem pływać żabką. W ten oto sposób zostałam 2 długości za resztą grupy. W końcu przyszła kolej na grzbiet, 4 długości, każda inaczej. Zrobiłam trzy i usłyszałam gwizdek. Nawet nie wiem kiedy mi ta lekcja zleciała.
Dziś zdałam sobie sprawę, ile pracy jeszcze przede mną, ale się nie poddam. Jest cel, jest motywacja. I tego się będę trzymać. Do upartych świat należy. Hm... chyba do odważnych. No dobra, co za różnica? Byle do przodu...


Na jutro planuję crossfit i bieganie. Koleżanka przygotowała taki WOD:
4 time
15 burpee
30 DL 50/35
45 KB snatch
60 box jump
75 air squat
90 SU
Będzie, co ma być. Lubię to :)

Kinga

niedziela, 20 września 2015

Imprezowo... bezglutenowo...

W końcu nam się udało spotkać, loża szyderców w prawie pełnym składzie. Siedziałyśmy do 3 nad ranem, tematów do rozmowy nie brakło, ale trudno się dziwić, skoro zazwyczaj widzimy się w przelocie między jednymi a drugimi zajęciami, najczęściej w FA.
Chyba jedyną niezdrową rzeczą, na jaką sobie pozwoliłyśmy był alkohol. Czasem trzeba pofolgować i pozwolić sobie na coś, co nie jest fit.

Koreczki:
- bezglutenowe kabanosy z Konspolu, kupione w Biedronce,
- żółta papryka,
- białe winogrona


Słynna deska przysmaków Anety:
- koreczki z ciemnych winogron i sera pleśniowego,
- koreczki z kabanosa, marynowanych pieczarek i ogórków,
- żółte sery,
- bezglutenowe salami i szynka,
- marchewka i rzodkiewki


Było też kilka innych dobroci, jak na zdjęciu poniżej...


Jak widać, jeśli się chce, to można. Smaczne a zarazem zdrowe. Już się nie mogę doczekać następnego spotkania. Na pewno nie zabraknie nowych kulinarne improwizacji... ;)

Kinga

środa, 16 września 2015

Pływanie znowu na tapecie

Miałam wakacyjną przerwę w nauce pływania, ale już najwyższy czas wrócić do trenowania.
W poniedziałek miałam pierwszą lekcję w tym roku szkolnym ;) Najpierw było 5 minut czasu na własną rozgrzewkę, a potem robiliśmy ćwiczenia pod kraula, w tym "moje ulubione", czyli same nogi. Muszę przyznać, że biorąc pod uwagę dłuższą przerwę, szło mi całkiem nieźle. Chociaż ze wstydem muszę przyznać, że byłam dwie długości za resztą grupy. No cóż, nie od razu Rzym zbudowano...


Dziś też byłam na basenie i zrobiłam dokladnie te same ćwiczenia, które robiliśmy w poniedziałek. Zmęczyłam się, nie powiem, ale jestem z siebie zadowlona, bo widzę progres. Mam konkretny cel i motywację, więc i czas się znajdzie. Postanowiłam, że będę pływać co najmniej dwa razy w tygodniu i że nawet mróz na zewnątrz nie będzie mi straszny. Pójdę z buta te półtorej kilometra po to tylko, żeby się naładować pozytywną energią. Mniej więcej tyle mam do Com Com Zone.
Ciąg dalszy nastąpi... :)

Kinga

środa, 9 września 2015

Pulsometr

Mój nowy nabytek - Polar M400. Dużo biegam, mam nowy cel, stąd pomysł zakupu profesjonalnego pulsometru. Na razie sprzęt jest w fazie testowania, zobaczymy czy się sprawdzi...
A to podsumowanie wczorajszego treningu:


Plan był taki, żeby przebiec 7-8 km i trochę rozruszać mięśnie, ale wyszło inaczej... hm, dlaczego mnie to nie dziwi...


Za to dzisiaj odpoczywam, powaga. Ominęłam FA szerokim łukiem i pojechałam do domu. Aniu, wiem, że teraz z aprobatą kiwasz głową. Mój organizm domaga się odpoczynku po niedzielnych zawodach, więc go słucham. Zdrowy rozsądek czy po prostu się starzeję? ;)

Kinga

poniedziałek, 7 września 2015

SPARTAN RACE - BEAST EUROPEAN CHAMPIONSHIP 6.09.2015 - SVK: Tatrzanska Łomnica

Jest medal i bardzo dobre miejsce (22 wśród 63 kobiet) na Mistrzostwach Europy w Spartan Race. Aroo!!



To był trudny i męczący bieg, zwłaszcza na początku dało mi nieźle popalić. Już pierwsza przeszkoda była z wodą. Przypomniała mi się zeszłoroczna Valca. Potem było jakieś 2,5 km podbiegu asfaltem i na tym odcinku czułam, że mogę zdobyć przewagę. Niestety poległam na przeszkodach. Najpierw nie udało mi się zrobić małpiego gaju, a potem równoważni i w ten oto piękny sposób miałam do zrobienia 60 burpees...
Potem musiałyśmy wnieść pod górę mega ciężkie worki z piaskiem. Wkurzyłam się, bo uważam że były o wiele za ciężkie, a na dodatek w połowie drogi usłyszłama jak jeden z wolontariuszy powiedział do drugiego: "Nie wiedziałem, że potrzebujemy tragarzy z Polski". Zmiażdżyłam go spojrzeniem... dosłownie... Z jednego worka wysypał mi się piasek, więc musiałam zrobić 10 karnych burpees.
Następnie czekał nas dość długi i stromy podbieg, który mógłby mieć decydujący wływ na wynik zawodów, gdyby nie dystans, który mieliśmy do pokonania... 30 km...
Postanowiłam, że nie będę się przypalać na początku i na szczyt weszłam spokojnym i równym tempem. Dużo straciłam na zbiegu, przegoniło mnie kilka osób z naszej ekipy. Prawda jest taka, że nie umiem zbiegać, boję się o kolana i dlatego zajmuje mi to więcej czasu.
Poza tym czułam się zdemotywowana niepowodzeniem na pierwszych przeszkodach i energii dodało mi dopiero to, że w końcu udało mi się wejść na linę, pierwszy raz w historii moich wyjazdów na Saprtana.
Większa część trasy była poprowadzona po płaskim terenie. Była woda, błoto, bagno... Biegło mi się naprawdę dobrze  i dopiero na ostatnich kilometrach zaczęłam opadać z sił. Wtedy z pomocą przyszły mi koleżanki, których motywacja i doping znowu dodały mi sił. Na metę wbiegłam z uśmiechem :)


Między dwudziestym a trzydziestym kilometrem przegoniłam sporo osób, facetów i dziewczyny. Jednak moje wybieganie robi swoje. W ogóle nie miałam zadyszki, to mięśnie w końcu zaczęły odmawiać posłuszeństwa.
W trakcie biegu zjadłam 2 żele energetyczne i 2 duże snickersy. Piłam w zasadzie niewiele, po kilka łyczków na każdej z siedmiu stacji. W ogóle nie miałam skurczy, co mnie bardzo zaskoczyło.
Zrobiłam w sumie 160 burpees ( małpi gaj, tramwaj, trawers, rzut oszczepem, równoważnia).
Mimo iż w trakcie biegu byłam na siebie zła, to koniec końców jestem zadowolona z wyniku. Dałam z siebie wszystko i przekonałam się, że mogę biegać na długich dystansach.
Dziś pojechaliśmy na termy w Białce Tatrzańskiej. Wymasowaliśmy zmećzone i obolałe mięśnie. Jutro tylko delikatne wybieganie, poważny trening planuję dopiero na środę.

Kinga