Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spartan Race. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spartan Race. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Moje 3 TRIFECTY Spartan Race

SPARTAN RACE - SUPER Valča 7/5/2014


SPARTAN RACE - SPRINT Krynica Zdrój 8/30/2014


SPARTAN RACE - BEAST Donovaly 9/13/2014



SPARTAN RACE - SPRINT Hungaroring 4/18/2015


SPARTAN RACE - SUPER  Krynica Zdrój 8/1/2015


SPARTAN RACE - BEAST Tatranská Lomnica 9/6/2015


SPARTAN RACE - SPRINT Praha 4/23/2016


SPARTAN RACE - SUPER  Kouty 5/28/2016


SPARTAN RACE - BEAST Krynica Zdrój 7/23/2016


Pokonane kilometry i przeszkody, zrobione burpeesy na pewno mnie wzmocniły... fizycznie i psychicznie... Czas podnieść sobie poprzeczkę i spróbować swoich sił w dyscyplinie składającej się z 3 sportów. Taki mam cel na przyszły rok.

Kinga

poniedziałek, 25 lipca 2016

Moja trzecia TRIFECTA - Spartan Race Beast w Krynicy Zdrój

Po starcie w Koutach założyłam sobie pierwszą dziesiątkę w kategorii open kobiet jako cel na Krynicę i... udało się... :)



Miałam startować o 9:30, ale w ostatniej chwili zdecydowałam się na zmianę o 15 minut - na 9:45. Chodziło o to, żeby pobiec bez niepotrzebnej spiny, poza grupą, w swoim tempie, żeby nie przypalić się już na samym początku. Miałam do osiągnięcia konkretny cel. Przez ostatnie dwa miesiące (7 tygodni) intensywnie trenowałam, żeby się do niego zbliżyć. Wykorzystałam każdą okazję, żeby pobiegać w terenie urozmaiconym, niezależnie od pogody i opłacało się.
W sumie, przygotowując się do mojego ostatniego Spartana, przebiegłam 290,36 km (+4,64 km nordic walking), zaliczyłam 12 godzin spinningu, 13 godzin treningu TRX, 7 godzin na basenie i jeden trening funkcjonalny.


Na śniadanie zjadłam omleta z trzech jaj, z rodzynkami i żurawiną. Na trasę miałam przygotowane snickersy. Postanowiłam odpuścić sobie żele i tym podobne dopalacze. Co ma być to będzie... podobno...
Przed biegiem zrobiłam obowiązkową rozgrzewkę i ustawiłam się na starcie, nie przy samej taśmie jak to zwykle bywało, ale całkiem z tyłu. Ruszyłam na pełnym luzie, ze świadomością dwudziestu kilku kilometrów w górach i... czekających na mnie przeszkód...
Nie wiem dlaczego na początku miałam problem z wyrównaniem oddechu, może to adrenalina, a może jednak zbyt intensywne tempo marszu. W każdym razie po jakiś dwóch kilometrach w końcu się udało. Jakoś wtedy wyprzedziłam pierwsze osoby z fali, która startowała o 9:30. Gdzieś na czwartym kilometrze minęłam kolejne i się jakoś potoczyło. Fajnie się biegnie ze świadomością piętnastominutowej przewagi. Wiadomo, że wtedy głowa inaczej pracuje.
Dodatkowej motywacji dodało mi to, że po raz kolejny udało mi się wejść na linę. Miałam problem, żeby się na niej zawiesić, bo nogi mi się jakoś dziwnie ślizgały, ale się zaparłam. W połowie długości stwierdziłam, że nie ma bata, nie będę tu robić burpees, podciągnęłam się do samej góry i uderzyłam w dzwonek jak należy. Starałam się bardzo ostrożnie zjechać w dół, ale i tak nie obeszło się bez zadrapań na łydce... this is Sparta ;)
Bez pomocy facetów zdobyłam wszystkie ścianki i z tego też jestem dumna. Myślę, że tu zaowocowały ćwiczenia rąk i pleców na TRXie. Standardowo nie zaliczyłam małpich gajów, ale na to byłam psychicznie i fizycznie przygotowana.
W sumie zrobiłam 150 burpees, co daje 1450 burpees, gdyby zsumować moje wszystkie starty.
Momentami chciało mi się śpiewać, na przykład podczas długiego podejścia na Jaworzynę i na którymś zbiegu. Na zbiegach ciągle przypominały mi się słowa mojego kolegi Janusza - nisko na nogach, usiądź na d... - najważniejsze, że zadziałało...
Dużo czasu straconego na przeszkodach nadrobiłam biegnąć potokiem. Tam gdzie inni uważali, ja poszłam na całość i dzięki temu wyprzedziłam całkiem sporo osób.
Pierwszy raz mi się zdarzyło, że nie mogłam jeść. Przebiegłam tego Spartana na wodzie i Oshee. Można? No pewno, że można... Dopiero w drodze powrotnej w samochodzie zjadłam dwa duże kotlety... aż mi się uszy trzęsły...
Przez ten bieg na głodnego miałam trochę słabszą końcówkę. Nastawiłam się na kolejne 30 burpees na palikach, ale dzięki motywacji wolontariusza udało mi się zaliczyć tę przeszkodę i miałam kolejny powód do dumy.
Ostatnie podejście będę chyba pamiętać do końca życia i jak zobaczyłam te worki z piaskiem, to myślałam, że padnę i nie dobiegnę do mety. Na szczęście tuż obok zobaczyłam kolegę z maratonu w Dębnie i to mi jakoś dodało sił.
Wiem, że wrzeszczałam, jak biegłam w stronę mety... adrenalina i radość, że to już koniec...
Na trasie miałam fantastyczne wsparcie ze strony moich najbliższych. Dziękuję Wam za to!! Za wsparcie słowem i wodą... za każde "świetnie Ci idzie" dziękuję!!


A wczoraj w ramach odpoczynku fizycznego przełamywałam strach przed wodą na akwenie otwartym i było super!! :)
Dziś potruchtałam dla rozluźnienia mięśni i powoli zaczynam myśleć o kolejnym celu majaczącym na horyzoncie - maratonie w Essen w październiku.
Trzeba chcieć, a chcieć to móc!!

Kinga

piątek, 22 lipca 2016

Jutro obudzę w sobie bestię ;)

Ależ ten czas szybko leci, dopiero co byliśmy w Koutach, a już jutro startujemy w Krynicy. Na pewno nie będzie łatwo. Wygląda na to, że będzie dość ciepło. Organizator zapewnił, że na trasie będzie kilka stacji z wodą... zobaczymy...
Czy jestem przygotowana? Psychicznie i biegowo na pewno tak, siłowo - nie wiem. Ostatnio chodziłam tylko na trx, ale mam nadzieję, że wytrenowałam się na tyle, żeby bez problemu pokonać większość przeszkód.
Motywacji mi nie brakuje i jestem nastawiona na dobrą zabawę, a tu już połowa sukcesu.


Zaopatrzyłam się w bukłak na wodę i snickersy. Dodatkowo na trasie będzie mnie wspierać rodzina. Czy trzeba czegoś więcej? ;)
Nie mogę się doczekać... AROO!!

Kinga

niedziela, 29 maja 2016

28.5.2016 - CZE: KOUTY SPARTAN SUPER

Mam za sobą kolejny start w Spartan Race. Nie było łatwo...


W sumie były trzy dość mocne podejścia (nazywając rzeczy po imieniu). Było bardzo ciepło, myślę że powyżej 25°C. Na szczęście miałam przy sobie bukłak z wodą, a na trasie były dwa punkty z napojami, przygotowane przez organizatora. 17-kilometrowa trasa w górskim terenie dała nam do wiwatu. Dziś najbardziej czuję uda i dłoń, ale o tym za chwilę. Jestem dumna z tego, że udało mi się wejść po linie. Spadłam z pachołków (tuż pod koniec), nie trafiłam oszczepem, nie przeszłam multi-ring i małpiego gaju, a na koniec spadłam z trawersu (chyba już ze zmęczenia) i tym oto pięknym sposobem zaliczyłam wczoraj 150 karnych burpees. Na dwóch ściankach pomogli mi jacyś faceci, sama nie dałabym rady. Worek z piaskiem był bardzo ciężki i trzeba go było wytaszczyć około 250 m pod górę, a potem oczywiście znieść na dół i to była chyba pierwsza selekcja zawodników. Na przeszkodzie, na której trzeba podciągnąć worek z piaskiem na wysokość 4-5 m rozwaliłam dłoń, bo lina wyśliznęła mi się z ręki, kiedy próbowałam powoli opuścić worek na ziemię. Ból nie do opisania, ale trzeba było biec dalej. Najgorzej było w potoku, kiedy zimna woda dostała się do otwartych ran. Z jednej strony dobrze, bo je obmyła, ale z drugiej strony bolało jak nie wiem co... Na mecie znalazłam ambulans, ale nikogo w nim nie było i koniec końców pomocy udzielili mi ratownicy górscy (zdezynfekowali rany).
To był prawdziwy Spartan, a nie jakaś przebieżka jak start w Pradze. Mój organizm, zarówno fizycznie jak i psychicznie, stanął na wysokości zadania. Wszystkie wybiegane wcześniej kilometry przyniosły oczekiwany rezultat. Ukończyłam bieg z czasem 3:32:19 h, zajmując 15 miejsce w kategorii open kobiet (startowało nas kilka ponad 600).


Dziś odpoczywam. No może wieczorem wyskoczę na chwilę na rower.
Kolejny start 12 czerwca, dyszka w Starym Sączu.

Kinga

niedziela, 24 kwietnia 2016

Spartan Race Sprint - PRAHA 23/04/16

Pierwszy krok w kierunku trzeciej Trifecty zrobiony i to z całkiem niezłym wynikiem...


Zajęłam 27 miejsce w kategorii open kobiet, 48 w kategorii open + elite kobiet , 835 miejsce w klasyfikacji generalnej. W zawodach wystartowało 7179 osób, w tym 2215 kobiet. Jestem zadowolona z wyniku, zwłaszcza że nieszczególnie miałam ochotę jechać na tego Spartana. Koniec końców nie żałuję, bo świetnie się bawiłam.
Do Pragi wyjechaliśmy w piątek popołudniu, ale na miejsce dotarliśmy dopiero przed 23.00. Winne były krakowskie korki i nasz trener, który zapomniał kosmetyczki i poprosił nas o drobną przysługę ;)
W sobotę pobudka o 5.20 i start o 7.30. Na śniadanie przygotowałam sobie omlet z kaszą jaglaną, płatkami gryczanymi i rodzynkami. Bałam się, że będzie zimno, ale nawet nie było tak źle. Szybko sie rozgrzałam.
Cała trasa liczyła zaledwie 6,5 km i nie było ani jednego podbiegu. To był zdecydowanie najłatwiejszy ze wszystkich dotychczasowych startów.
Tym razem były tylko dwie przeszkody z wodą. Zrobiłam 150 burpees (równoważnia paliki, rzut oszczepem, małpi gaj, wejście na linę, małpi gaj). Jestem zła o ten rzut oszczepem, bo trafiłam w tarczę, ale lina zahaczyła mi się o udo i oszczep spadł. No i musiałam zrobić te 30 karniaków...


Jestem pewna, że jeśli poćwiczę ręce, to na następnym Spartanie zrobię i małpi gaj i wejście na linę. Mam na to cały miesiąc.
Zauważyłam znaczną poprawę odkąd więcej biegam, a z tego wynika, że przeszkody przeszkodami, ale dobrym tempem biegu można nadrobić sporo czasu.


Nawet nie byłam jakoś bardzo zmęczona. Po obiedzie (kurczak z cukinią) pojechaliśmy do centrum, żeby trochę pozwiedzać, a potem część ekipy udała się na rozdanie nagród za wyniki drużynowe. Zajęliśmy II miejsce w kategorii open. Bravo chłopaki!!
Praga zdobyta, teraz kolej na Kouty, a potem na Krynicę
Aroo!!

Kinga

poniedziałek, 7 września 2015

SPARTAN RACE - BEAST EUROPEAN CHAMPIONSHIP 6.09.2015 - SVK: Tatrzanska Łomnica

Jest medal i bardzo dobre miejsce (22 wśród 63 kobiet) na Mistrzostwach Europy w Spartan Race. Aroo!!



To był trudny i męczący bieg, zwłaszcza na początku dało mi nieźle popalić. Już pierwsza przeszkoda była z wodą. Przypomniała mi się zeszłoroczna Valca. Potem było jakieś 2,5 km podbiegu asfaltem i na tym odcinku czułam, że mogę zdobyć przewagę. Niestety poległam na przeszkodach. Najpierw nie udało mi się zrobić małpiego gaju, a potem równoważni i w ten oto piękny sposób miałam do zrobienia 60 burpees...
Potem musiałyśmy wnieść pod górę mega ciężkie worki z piaskiem. Wkurzyłam się, bo uważam że były o wiele za ciężkie, a na dodatek w połowie drogi usłyszłama jak jeden z wolontariuszy powiedział do drugiego: "Nie wiedziałem, że potrzebujemy tragarzy z Polski". Zmiażdżyłam go spojrzeniem... dosłownie... Z jednego worka wysypał mi się piasek, więc musiałam zrobić 10 karnych burpees.
Następnie czekał nas dość długi i stromy podbieg, który mógłby mieć decydujący wływ na wynik zawodów, gdyby nie dystans, który mieliśmy do pokonania... 30 km...
Postanowiłam, że nie będę się przypalać na początku i na szczyt weszłam spokojnym i równym tempem. Dużo straciłam na zbiegu, przegoniło mnie kilka osób z naszej ekipy. Prawda jest taka, że nie umiem zbiegać, boję się o kolana i dlatego zajmuje mi to więcej czasu.
Poza tym czułam się zdemotywowana niepowodzeniem na pierwszych przeszkodach i energii dodało mi dopiero to, że w końcu udało mi się wejść na linę, pierwszy raz w historii moich wyjazdów na Saprtana.
Większa część trasy była poprowadzona po płaskim terenie. Była woda, błoto, bagno... Biegło mi się naprawdę dobrze  i dopiero na ostatnich kilometrach zaczęłam opadać z sił. Wtedy z pomocą przyszły mi koleżanki, których motywacja i doping znowu dodały mi sił. Na metę wbiegłam z uśmiechem :)


Między dwudziestym a trzydziestym kilometrem przegoniłam sporo osób, facetów i dziewczyny. Jednak moje wybieganie robi swoje. W ogóle nie miałam zadyszki, to mięśnie w końcu zaczęły odmawiać posłuszeństwa.
W trakcie biegu zjadłam 2 żele energetyczne i 2 duże snickersy. Piłam w zasadzie niewiele, po kilka łyczków na każdej z siedmiu stacji. W ogóle nie miałam skurczy, co mnie bardzo zaskoczyło.
Zrobiłam w sumie 160 burpees ( małpi gaj, tramwaj, trawers, rzut oszczepem, równoważnia).
Mimo iż w trakcie biegu byłam na siebie zła, to koniec końców jestem zadowolona z wyniku. Dałam z siebie wszystko i przekonałam się, że mogę biegać na długich dystansach.
Dziś pojechaliśmy na termy w Białce Tatrzańskiej. Wymasowaliśmy zmećzone i obolałe mięśnie. Jutro tylko delikatne wybieganie, poważny trening planuję dopiero na środę.

Kinga

czwartek, 3 września 2015

Gotów do dojazdu...

Właśnie skończyłam się pakować na kolejny weekendowy wyjazd. Tym razem naszym celem jest Tatrzańska Łomnica, ukończenie kolejnego Spartan Beast i zdobycie kolejnej Trifecty.


Wyjazd z Krakowa jutro wieczorem. W sobotę odpoczywam, będę się bawić w fotografa dla tych, którzy spróbują swoich sił w Spartan Sprint ;)
Moje menu na najbliższy wyjazd przedstawia się następująco:

Sobota
Śniadanie - jajecznica albo jajka na twardo z warzywami
W trasie - kabanosy, ser, jakiś baton i napój energetyczny
Kolacja - grillowana lub smażona pierś z kurczaka z kaszą jaglaną i warzywami

Niedziela - dzień zawodów
Śniadanie - omlet z rodzynkami, pestkami dyni i ziarnem słonecznika, ciasteczka owsiane
W trasie - żele i batony energetyczne, gorzka czekolada, na wszelki wypadek kupiłam też Snickersy...
Kolacja - grillowana lub smażona pierś z kurczaka z kaszą jaglaną i warzywami

Poniedzialek
Śniadanie - znowu jajca z warzywami, zależy na co przyjdzie ochota :)

No i powrót do miasta Kraka.

Organizator zawodów przysłał nam takie ostrzeżenie:

Because this Beast is located in High Tatras and is combined with Euro Championship, please, be aware the track will be harder and longer then regular BEAST. Cut off time is 7.30 pm. 

Trzymajcie kciuki. Aroo!! :)

Kinga

niedziela, 2 sierpnia 2015

Powalczyłam w Krynicy

To był trudny bieg, ale właśnie to lubię w Spartanie, że nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać i że trzeba walczyć z samym sobą. Jestem z siebie zadowolona i dumna, mimo iż zrobiłam 150 burpees. To już chyba tradycja... ;) Zasłużyłam na medal...


W sumie mieliśmy cztery długie podbiegi, ostatni około dwukilometrowy. Współczuję tym, którzy się nie przygotowali, bo przypuszczam, że bieg w terenie w połączeniu z upałem nieźle dały im w kość. Najfajniej biegło się w lesie, tam odzyskiwałam siły. Zarobiłam dwa dość głębokie zadrapania na plecach, na przeszkodzie z drutem kolczastym i miałam jeden mocny skurcz prawej łydki, akurat na małpim gaju. Nie weszłam na linę, była mokra i cały czas się z niej ześlizgiwałam. Niby znam technikę, a jednak wchodzenie po suchej linie to zupełnie inna bajka. Poza tym biegło mi się SUPER :)


Zajęłam 25 miejsce na 225 kobiet, z czasem 3:17:15 h, poprawiając zeszłoroczną Valcę o 10 minut. Myślę, że to całkiem niezły wynik, choć są pewno i tacy, którzy powiedzą, że mogło być lepiej. Mnie to wystarczy, bo najważniejsza jest zabawa i pokonywanie samego siebie.



Może wrzucą na stronie Spartana tegoroczną trasę. Byłoby fajnie wiedzieć, jaki dokładnie dystans przebiegliśmy.
Kolejny Spartan dopiero we wrześniu, Beast w Tatrzańskiej Łomnicy. Aroo!!

Kinga

piątek, 31 lipca 2015

Dziękujemy!!

Plan był taki, żeby razem wbiec na Jaworzynę, a w tle miał być małpi gaj, drut kolczasny i błoto... Wyszło inaczej, ale nic straconego... za rok o tej samej lub podobnej porze... this is Sparta!! Aroo!!



Ja biegnę, a Ania kibicuje. Tobie Aniu też dziękuję, za... wiesz co... :-x

Kinga

niedziela, 19 lipca 2015

Spartan Super Donovaly

Zabawne, że zaraz po tym, jak wystartowałam zastanawiałam się nad treścią tego posta, a teraz brakuje mi słow... Może to dlatego, że mój bieg skończył się coś około drugiego kilometra.
Z nieba lał się niemiłosierny żar i wiedziałam, że nie będzie łatwo. Zaraz po starcie czekał nas długi i wyczerpujący podbieg, ale podeszłam do tego z głową, czyli szłam w swoim tempie, cały czas kontrolując oddech. Kiedy w końcu dotarłam na szczyt, poczułam ulgę, przez chwilę szłam, żeby wyrównać oddech i dopiero po chwili zaczęłam biec. Nie wiem ile dokładnie przebiegłam do momentu, kiedy zobaczyłam chłopaka siedzącego na trawie. Okazało się, że to kolega z naszej ekipy. Powiedział mi, że skręcił nogę w kostce i w tym momencie dla mnie było już po zawodach. Biegnij dalej - powiedział. No chyba sobie jaja robisz - to ja ;) No i było jasne, że do mety dotrzemy razem. Podziwiam go za to, że jeszcze przez chwilę biegł, mimo bólu. Po jakimś czasie dobiegli do nas znajomi, Jowi i Marek. I  poszliśmy do mety we czwórkę. Cały czas się nawzajem nakręcaliśmy. Ja czekałam na nich, kiedy mi się za szybko poszło, a oni na mnie kiedy robiłam burpees (tradycyjnie już, przekroczyłam setkę ;) W pewnym momencie dostałyśmy z Jowi głupawkę i zaczęłyśmy śpiewać, trzy kawałki na zmianę. Teraz rozumiem, dlaczego inni tak szybko nas wyprzedzali... ;)
Ogólnie trasa nie była trudna, tyle że bardzo dokuczał upał. Wiem, że w innych okolicznościach mogłabym zrobić całkiem niezły czas.



Czego mnie ten bieg nauczył? Że nie zawsze liczy się swój własny wynik, że jest coś ponad to.
Przede mną jeszcze dwa Spartany - Krynica i Tatrzańska Łomnica. Poza tym zdecydowałam sie pobiec w Perłach Małopolski, w Kościelisku i w Rabce. Jest motywacja i jest czas, żeby się przygotować.

Kinga

20.07.2015 właśnie się zreflektowałam, że w trakcie tego Spartana zrobiłam 150 burpees :D nieźle... I zapomniałam dodać jedną ważną rzecz. Porażką ze strony organizatora były tylko dwie stacje z wodą. Biorąc pod uwagę dystans i temperaturę, to mocne niedociągnięcie. Na szczęście z pomocą przyszli mieszkańcy Donovaly i chwała im za to :)

czwartek, 16 lipca 2015

Spartan Super Donovaly 13+ km i 21+ przeszkód

To już w sobotę... ależ ten czas zleciał... Myślę, że jestem całkiem nieźle przygotowana, kondycyjnie i psychicznie, ale tak naprawdę wszystko wyjdzie w praniu.
Zastanawiam się, czy wszystko spakowałam? Buty i ubranie na bieg, coś do ubrania po zawodach... Właśnie piękę w piekarniku nóżki z kurczaka. Zaopatrzyłam sie też w jajka, warzywa i kabanosy. Na śniadanie mam zamiar zjeść omlet, w trakcie biegu - żele energetyczne, ewentualnie batona proteinowego.
Tym razem jakoś wyjątkowo nie mam stresu. Może to dlatego, że za dużo się dzieje w moim życiu i nie mam czasu myśleć ;)
W zeszły weekend znowu byłam w górach, tym razem w Beskidzie Wyspowym i w Tatrach Zachodnich.


Korzystając z okazji, pobawiłam się aparatem fotograficznym. Muszę się jeszcze sporo nauczyć, ale i tak idzie mi całkiem nieźle. To są pierwsze zdjęcia zrobione w trybie manualnym.


Fotografia to moja kolejna pasja :) Kto wie, może kiedyś stanie się sposobem zarabiania na życie... jak już mi się znudzi korpo srorpo... ;)
Tymczasem czas zmykac do spania, żeby odpocząć przed sobotą. Aroo!! :)

Kinga

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Men Expert Survival Race

Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce...czyli krótko mówiąc w niedzielę w ogóle nie miałam ochoty startować w żadnym biegu z przeszkodami. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam aż tak zdemotywowana, ale pojechałam... Na miejscu spotkałam ludzi z klubu, m. in. dwóch trenerów i zrobiło mi się trochę lepiej. Koniec końców wystartowałam.
Z nieba lał się niemiłosierny żar, więc na początku biegłam spokojnie, swoim tempem. Przy którejś z początkowych przeszkód dogoniłam znajome i potem tak jakoś mi się pobiegło. Dziękowałam sobie w duchu za wszystkie dotychczasowe starty, które zmotywowały mnie do treningów. Efekty były niemalże namacalne. Bardzo szybko dogoniłam kolegę, który ma za sobą kilka ukończonych maratonów i potem biegliśmy już razem. Było extra!! Dopingowaliśmy się nawzajem. Kilka przeszkód pokonaliśmy wspólnie. W pojedynkę byłoby to raczej niewykonalne. Tym razem najbardziej podobały mi się przeszkody z wodą, bo w tym upalnym dniu przynosiły nieopisaną ulgę. Było kilka nowości, m. in. przebieganie pomiedzy kablami pod napięciem i przechodzenie po linie nad wodą. Kilka razy prosiłam gapiów o łyk wody. W ludziach jest jednak empatia, nikt mi nie odmówił.



Pokonanie całej 10-kilometrowej trasy zajęło mi 1:16:49 h. Jestem bardzo zadowolona z tego wyniku. Biorąc pod uwagę początkowy brak motywacji i nieznośny upał, uważam że jest to bardzo dobry wynik. Pochwalę się jeszcze, że pierwszy raz w historii moich biegów wyczynowych udało mi się wejśc po linie :)
Organizacyjnie impreza była bez zarzutu. Jedynym niedociągniecięm była jedna jedyna stacja z wodą na trasie. Zamiast medali dostaliśmy nieśmiertelniki. Nie wiem, czyj to był pomysł, ale trafiony w dziesiątkę.
Przez najbliższe dwa tygodnie odpoczywam, w cudzysłowiu, bo oczywiśnie nie zamierzam odpuszczać treningów. Kolejny ważny start 28 czerwca, 15 km w Puszczy Niepołomickiej, a potem już tylko odliczanie do kolejnego Spartana. Aroo!!

Kinga

niedziela, 19 kwietnia 2015

Spartan Sprint Budapest

Piątek, 17 kwietnia
wyjazd z Krakowa tuż po 13.00. Wesoły samochód zmierzał w kierunku południowym, do Budapesztu dotarliśmy po 20.00. Trochę błądziliśmy po mieście, zanim znaleźliśmy nasz hostel i miejsce do zaparkowania. Przywitaliśmy się z resztą ekipy i poszliśmy spać, bo następnego dnia czekało nas nie lada wyzwanie...

Sobota, 18 kwietnia
śniadanie i wyjazd do Mogyoród - Hungaroring, bo właśnie tam odbywały się zawody. Odebraliśmy pakiety startowe i czekaliśmy na naszą kolej - start o 9.30. Przed startem odśpiewaliśmy "Ole, ole, ole, nie damy się"... ekipa jakich mało...
Przywykliśmy do biegania w górach i byliśmy ciekawi, co organizatorzy przygotowali dla nas na tym płaskim terenie. Muszę przyznać, że stanęli na wysokości zadania. Nawet w Krynicy nie było tyle błota i wody ;) Pierwszy raz w historii mojego udziału w Spartanach trzeba się było w całości zanurzyć w wodzie (tudzież błocie), żeby pokonać przeszkodę. Po wyjściu z wody mieliśmy szok termiczny, bo wiał zimny wiatr, a tu trzeba było biec dalej. Pogratulowałam sobie intensywnych treningów przez ostatnie kilka miesięcy.
Jestem z siebie dumna, bo udało mi się pokonać małpi gaj i wyszłam do połowy liny. W sumie zrobiłam 120 burpees. Pokonaliśmy 8,4 km. Przeszkody były bardzo ciekawe, niektóre nowe i jak wspomniałam wcześniej było dużo wody i błota.
Zmarzliśmy tak, że szkoda gadać. Po biegu ciężko było trafić batonem do ust, nie żartuję... i nikt z nas nie miał ochoty na prysznic w zimnej wodzie. Ogarnęliśmy się na tyle, żeby nie pobrudzić samochodów i wróciliśmy do hostelu.


Zrobiłam tę trasę w godzinę 9 minut i uważam, że to dobry czas. Kolejny Spartan w lipcu. Jest dużo czasu, żeby się do niego przygotować.

Niedziela, 19 kwietnia
pyszne śniadanie regeneracyjne, czyli dużo białka...


Za to wieczorem "zgrzeszyłam", bo był obiad w KFC - big pocket z frytkami i wodą mineralną. A że na taką właśnie kolację namówiła mnie moja trenerka, a drugi trener siedział obok i jadł to samo, więc czuję się nieco rozgrzeszona ;)

Najgorsze przede mną... pranie... to takie małe ostrzeżenie dla tych, którzy myślą o udziale w Spartanie :D


Powiem tak, trzeci raz robię takie pranie i jakoś mnie to nie zniechęca. Jak się człowiek raz zajawi, to ma z głowy i jedzie na drugi koniec Europy po to tylko, żeby pobiegać sobie w błocie ;) I to jest Sparta... Aroo!!

Kinga

piątek, 17 kwietnia 2015

Kierunek => Budapeszt

Chyba wszystko spakowałam. Najważniejsze są rzeczy na bieg, resztę udałoby się jakoś zorganizować. Zabieram ze sobą już trochę wysłużone Asicsy, koszulkę termoaktywną i spodnie Hi-Tec'a. Zakładanie nowych ubrań czy butów nie ma sensu, bo nigdy nie wiadomo, czy po takich zawodach będą się nadawały do ponownego użytku. Dodatkowo zabieram rzeczy do przeprania tuż po biegu, takie które mogę zbrudzić, bo na prysznic na mecie nie ma co liczyć. Jeśli będzie zimno, to skończy się na wykruszeniu błota i obmycia się wodą z butelki. Tylko odważni korzystają wtedy ze szlauchów z zimną wodą...brrr...
Moje "spartańskie jadło" już też gotowe... Na śniadanie mam płatki owsiano- gryczane z ziarnem słonecznika, rodzynkami, orzeszkami ziemnymi i białkiem Ostrovit. Na obiad, po powrocie do hostelu, mam pierś z kurczaka pieczoną z bakłażanem. Zaopatrzyłam się też w żele energetyczne. Niby to tylko 5 km, ale na wszelki wypadek lepiej mieć przy sobie coś, co pozwoli uzupełnić energię. Organizator zapewnia banany i wodę po biegu, więc o ten pierwszy posiłek powysiłkowy nie muszę się martwić.
Na niedzielę przygotowałam standardowe śniadanie, czyli jajka na twardo, kabanosy, żółtą paprykę i ser. W zapasie mam jeszcze owoce, no i oczywiście wodę mineralną. Tym razem jestem przygotowana. Słabo mi się robi, jak sobie przypomnę moją pierwszą wyprawę na Spartana. Koledzy śmiali się wtedy, że jestem hardcorem, a ja przebiegłam te 13 km bez tzw. dopalaczy ;)
Wyjazd około 13, w Budapeszcie będziemy pewno dopiero przed 20. W sam raz, żeby zamienić parę słów z resztą ekipy i pójść spać. Start o 9.30 i nie będzie "zmiłuj"...


Z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej to co dzieje się w moim żołądku wskazuje jednak na to, że mam lekki stres. Cieszę się, że to dzisiaj i mam nadzieję, że do jutra nieco ochłonę. Przede mną długa droga, więc zabieram ze sobą lekturę, żeby się nie nudzić w samochodzie.
Relacja z wyprawy będzie pewno w niedzielę.

AROO!!

Kinga

wtorek, 17 marca 2015

Małpi gaj / Monkey bars

Wczorajsze próby skończyły się niepowodzeniem, ale dziś się udało. Pewno, że technika ma znaczenie, ale najważniejsze to przekonać samego siebie, że się da radę.


Opis przeszkody ściągnięty ze strony Spartan Race:

MONKEY BARS
Racer Instructions
- Swing from bar to bar using ONLY your hands. Feet cannot touch the ground or the rungs. Racers are not allowed on top of the obstacle. Elite racers are not allowed to help one another.
Failure Modes:
- Feet touching the ground. Feet touching bars above head.
Penalty for Failure:
- 30 Burpees (chest must hit the ground, feet must leave the ground).

Percentage that Burpee: 42%

Skills needed:
Grip Strength
Core Strength
Coordination and Agility

Muscles worked:
Wrist flexors and fingers
Lats, rhomboids, and scapular stabilizers
Core
Hips

Most Important Exercises:
Pull Ups / Dead Hangs / Scapular Pull Ups
Body Rows
Bear Crawls
Band Pull Aparts
Hollow Holds

Tips for Success:
At the race, always grip the monkey bars tight and attempt to reduce the sway of the body, especially side-to-side. Any uncontrolled swaying adds considerable fatigue into the grip while, at the same time, increasing your risk of shoulder injury. In addition, if you have not practiced on Monkey Bars or haven’t been on them in a few decades, do not try and be the Tarzan you maybe once were. Bend the arms and take the bars one at a time!

W zeszły roku nie udało mi się pokonać tej przeszkody i za każdym razem robiłam karne burpees. W tym roku nie odpuszczę. Będę ćwiczyć codziennie. Do pierwszego Spartana został cały miesiąc, sporo czasu... dam radę!!

Kinga

środa, 31 grudnia 2014

Rok medalowy :)

To był i jeszcze przez chwilę nadal jest wyjątkowy rok, pełen zmian, trudnych decyzji, nowych celów do osiągnięcia i spełnionych marzeń. Czego można chcieć więcej?


Moim motywującym przebojem był kawałek Kelly Clarkson "Stronger"

Kelly Clarkson - Stronger (What Doesn't Kill You)

W lutym zaczęłam trenować Fit Camp, a 11 marca miałam swój debiut na Team Challenge. 3 maja zaczęłam biegać, tuż po tym, jak zdecydowałam się wystartować w Spartan Super na Słowacji. Spodobało mi się, więc pojechałam na kolejne dwa Spartany i zdobyłam Trifectę. Były też biegi w Krakowie.
Jednak najważniejsze i przełomowe w moim życiu było to, że nauczyłam się pływać. Pokonałam strach przed wodą mimo przykrych doświadczeń z dzieciństwa. To jest chyba mój największy powód do dumy. No i jeszcze Spartan Beast :)


Mam nadzieję, że nadchodzący rok będzie równie ciekawy i pełen wyzwań. Już sobie udowodniłam, że wiele potrafię, ale wiele jeszcze przede mną. AROO!!

Kinga

poniedziałek, 15 września 2014

SPARTAN RACE - BEAST 13.9.2014 - SVK: Donovaly

Udało się :) AROO!!
Kilka miesięcy treningów i odpowiednia dieta zaowocowały zdobyciem medalu Finisher'a na Spartan Beast w Donovaly na Słowacji. Nie było łatwo...


Mapa

Tym razem na starcie nie miałam tremy, raczej czułam się mocno podekscytowana. Pierwsze cztery przeszkody były w miarę łatwe, ale piąta okazała się bardzo ciężka. Trzaba było zrobić pętlę mocno nachylonym zboczem z 25-kilogramowym obciążeniem na plecach. Momentami myślałam, że nie podołam. Na szczęście potem był dość długi odcinek grzbietem góry, dzięki czemu odpoczęłam i wyrównałam oddech. Było ślisko i trzeba było bardzo uważać. W trakcie biegu zjadłam 3 żele energetyczne i jednego batona. Piłam w zasadzie niewiele, ale jakoś nie chciało mi się pić. Było dużo błota, ale też piękne widoki z góry. Nie zaliczyłam 5 przeszkód, co mnie kosztowało 150 burpees. No ale ja przecież kocham burpees!! Głównie biegłam, a strome podejścia pokonywałam szybkim marszem. Było zdecydowanie lepiej niż w Valcy. Skurcze w łydkach zaczęły pojawiać się na odcinku ostatnich 4,5 km. Dwa były bardzo bolesne, ale zmobilizowałam się, żeby wstać i biec dalej. Na mecie była ogromna radość, ale też łzy niedowierzania. Zrobiłam to!! Moj pierwszy w życiu półmaraton, na dodatek w górach...
Jestem zadowolona z czasu, w którym udało mi się pokonać całą trasę. Opłacało się trenować, bo satysfakcja jest ogromna. No i te endorfiny... ;)


Ubranie nadaje się do kilkukrotnego prania. O butach wolę nawet nie wspominać, ale w końcu zdobyły ze mną Trifectę :)


Było super!! Świetna ekipa i duże wsparcie ze strony tych, którzy biegli ze mną, czy to z FA, czy też tych przypadkowo poznanych na trasie. Polecam odważnym i szukającym mocnych wrażeń, ale uprzedzam, że na taki bieg lepiej się dobrze przygotować. To nie są żarty, to jest Spartan... AROO!!

Kinga

niedziela, 31 sierpnia 2014

Spartan Sprint w Krynicy zaliczony... AROO!

Było fantastycznie. Trasa o długości nieco ponad 8 km została bardzo dobrze zaplanowana. Zaczynała się długim i stromym podbiegiem, częściowo prowadziła przez las, a ostatnie 1,5 km biegliśmy potokiem. Przynajmniej na metę dotarłam czysta ;) Przeszkody były ciekawe i o odpowiednim stopniu trudności. Poległam tradycyjnie na małpim gaju, rzucie oszczepem i podciąganiu na linie. Honorowo zrobiłam wszystkie karne burpees. Wiem też, nad czym muszę jeszcze popracować.
Najważniejsze, że kolejny medal został zdobyty :)


Po takim biegu zasłużyliśmy na pyszny obiad - był grillowany kurczak z boczkiem i oscypkiem, zapiekanymi ziemniakami i zestawem surówek. Potem wróciliśmy do pensjonatu, żeby zrobić bilans zysków i strat. Poza endorfinami, poczuciem szczęścia i spełnienia, dorobiłam się dziury w spodniach i kilkunastu siniaków na łydkach...
Za 2 tygodnie kolejne wyzwanie - 22 km Spartan Beast - jeśli go skończę, będzie Trifecta. Tak więc dziś jeszcze odpoczywam, a od jutra wracam do treningów. Zostało niewiele czasu.

Kinga

niedziela, 6 lipca 2014

SPARTAN RACE - SUPER 7/5/2014 - SVK: Valcianska dolina

Nawet nie wiem, od czego zacząć...
Na Słowację dotarliśmy w piątek wieczorem. Mieliśmy wynajęty domek w miejscowości położonej ok. 20 km od miejsca, w którym odbywały się zawody. Wcześniej położyłam się spać, żeby mieć siły na kolejny dzień.
Przed wyjazdem do doliny w sobotę rano, na ok. 3 godziny przed biegiem, zjadłam prawdziwe spartańskie śniadanie (3 kotleciki mielone, jajko na twardo, kawałek sera pleśniowego i pół ogórka), a tuż przed samym biegiem kawałek gorzkiej czekolady. Nie miałam przy sobie żadnych żeli energetycznych, ale na trasie biegu były stacje z wodą i napojami energetycznymi.
Rozgrzewkę zrobiliśmy we własnym zakresie. Przez chwilę miałam mroczki przed oczami, ale to przez adrenalinę. W końcu to był mój pierwszy taki start w życiu, więc miałam prawo się denerwować.
Wyruszyliśmy punktualnie o 9.30. Pierwsza przeszkoda - przejście przez staw, lodowata woda sięgała w niektórych miejscach do pasa. I tak na wstępnie mieliśmy mokre buty, spodnie, koszulki... Ale na Spartanie nikt się nie przejmuje takimi rzeczami... trzeba biec dalej...
Trasa była ciężka. Nie chodzi nawet o przeszkody, bo mniej więcej wiedzieliśmy, czego się spodziewać i że w razie nie zaliczenia przeszkody trzeba zrobić 30 burpees. Chodzi o to, że było bardzo dużo długich (ok. 600-700 a może i więcej metrów) i stromych podejść. Potem trzeba było zbiec pionowo w dół... i tak kilka razy... Momentami czułam się, jak na wycieczce w Pieninach albo Tatrach, tyle że na takie górski wyprawy ubieram zazwyczaj inne buty i nie idę na czas.
Nie wiem, co mnie napędzało. Przypuszczam, że adrenalina. Kilka razy pomyślałam, że to co robimy nie jest normalne i że wszyscy mamy nierówno pod sufitem. Marsz, bieg, marsz, wspinanie, bieg, kolejna przeszkoda, byle do celu, byle do mety...


Jestem z siebie dumna, bo skończyłam bieg z dobrym czasem i z nie zaliczonymi zaledwie 3 przeszkodami. Poległam na podciąganiu na rękach, wchodzeniu po linie i rzucie oszczepem, choć co do oszczepu, to niewiele brakowało i trafiłabym do celu. Na każdej z tych przeszkód honorowo zrobiłam po 30 burpees.
Pod koniec biegu zaczęły mnie łapać skurcze w łydkach, nieopisany ból, ale udało mi się rozmasować mięśnie.
Najfajniejsza była końcówka biegu. Z jednej strony miałam świadomość, że to już prawie koniec, a z drugiej strony pod koniec było najwięcej przeszkód, taplanie się w błocie pod drutem kolczastym albo w wodzie przed, pod lub za przeszkodą. Wisienką na torcie był skok nad płonącymi gałęziami, a potem już tylko meta kilka metrów dalej. Medal, butelka wody mineralnej, banan i koszulka "Finishera". Udało się!! :)



Pokonany dystans to 13 km z hakiem. Mój czas to 03:27:08h.

Kolejny Spartan 30 sierpnia, tym razem krótszy i w Polsce. Mam prawie 2 miesiące na to, żeby się do niego solidnie przygotować.

To będzie rok medalowy ;)

Kinga

wtorek, 6 maja 2014

Trening przed lipcowym Spartan Race

Krótko mówiąc, postanowiłam dziś pobiegać. Myślę, że wliczając rundę dookoła zalewu, zrobiłam około 5 km i zajęło mi to w przybliżeniu 40 minut, ale dokładnego pomiaru nie mam.


A na koniec weszłam po schodach na piąte piętro :)

Pływanie też idzie mi coraz lepiej, w dużej mierze dzięki mojej instruktorce Julii, która mnie bardzo motywuje. Dziś udało mi się dokonać przełomu w pływaniu kraulem i ćwiczyłam nogi do żabki.

Kinga