czwartek, 26 maja 2016

Biegam, bo lubię...

W sobotę kolejny start, tym razem Spartan Race Super w Kouty w Czechach. Czy jestem przygotowana? Nie wiem, chyba zrobiłam za mało treningów siłowych i biegałam w zasadzie tylko po asfalcie. Dam redę, kto jak nie ja? ;)
Odkrywam nowe trasy biegowe w Nowej Hucie, ot tak, żeby nie było nudno.




Jestem hiperaktywna. To podsumowanie ostatnich 4 tygodni:


Jutro odpoczywam. Tak czy owak czeka nas długa droga, bo prawie 300 km. Jedzenie przygotowane. Na śniadanie przed startem mam omleta z dwóch jajek, z rodzynkami, pestkami słonecznika i masłem orzechowym, które sobie przywiozłam z Holandii. Pyszota... :)
Trzeba pobiec szybko, żeby zdążyć na finał Ligii Mistrzów ;)

Kinga

Snickers czy żel energetyczny?

Zostałam niedawno skrytykowana za mój sposób odżywiania się na zawodach. Jak można jeść snickersy? Może to i dobre, ale na pewno nie na dłuższą metę... Dobrze, więc porównajmy składy obu produktów. Tak będzie uczciwie.

Recovery Gel BioTech USA:
woda, glukoza, fruktoza, maltodekstryna hydrolizowana, białko kolagenowe, L-lizyna, L-glutamina, emulgator (karboksymetyloceluloza sodowa), kwas cytrynowy, cytrynian magnezu, L-leucyna, aromat, L-izoleucyna, L-walina, inozytol, siarczan glukozaminy, chlorek potasu, środek konserwujący (kwas sorbowy), pantotenian wapnia

Snickers:
miękki nugat, karmel, prażone orzechy ziemne, czekolada mleczna; cukier, syrop glukozowy, orzeszki ziemne, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, olej słonecznikowy, tłuszcz mleczny, laktoza, tłuszcz palmowy, serwatka w proszku (z mleka), sól, emulgator (lecytyna sojowa), białko jaja w proszku, naturalny ekstrakt z wanilii, białko mleka, aromat naturalny, orzech laskowy

Maltodekstrynę pozyskuje się w procesie częściowej hydrolizy skrobi (np. ziemniaczanej, owsianej, ryżowej, kukurydzianej, tapiokowej). Jest węglowodanem złożonym, obecnym w wielu produktach spożywczych oraz będącym składnikiem odżywek dla sportowców.  Charakteryzuje się bardzo szybkim rozkładem w organizmie i błyskawicznie się wchłania. Ma wysoki indeks glikemiczny.

Karboksymetyloceluloza  jest polimerem, półsyntetyczną pochodną celulozy. Jest często używana w postaci soli sodowej. W przemyśle spożywczym jest oznaczona symbolem E466 i należy do grupy emulgatorów i środków zagęszczających. Może ulegać fermentacji w jelicie grubym i przyczyniać się do powstawania zaburzeń w obrębie przewodu pokarmowego takich jak wzdęcia, zaparcia i biegunki.

Siarczan glukozaminy

Chlorek potasu jest nieorganicznym związkiem chemicznym z grupy chlorków. Jest stosowany jako składnik mieszaniny do posypywania dróg w zimie. Wraz z tiopentalem i lekiem zwiotczającym mięśnie (pankuronium) jest wykorzystywany do wykonywania wyroków śmierci przez zastrzyk trucizny.

Kwas sorbinowy, kwas sorbowy (E200) to organiczny związek chemiczny z grupy nienasyconych kwasów karboksylowych, stosowany jako konserwant. Jest nieszkodliwy dla zdrowia, choć może powodować reakcje alergiczne (kontaktowe zapalenie skóry, rumień oraz inne podrażnienia skóry, astmę).

Pantotenian wapnia

Lecytyna sojowa

Chyba jednak zostanę przy snickersach, trochę jakby mniej chemii, a może mi się tylko wydaje...

Kinga

piątek, 20 maja 2016

Kopiec Piłsudskiego trzykrotnie zdobyty

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Przymierzam się do kolejnego maratonu 9 października i dlatego nie odpuszczam treningów, mimo iż nogi mam nadal ciężkie jak z ołowiu.
Wczoraj udało mi się zrobić małe wybieganie połączone z interwałami. Lasek Wolski to idealne miejsce dla tego typu treningów. Założeniem było zrobienie jakiś 5 km, a wyszło 12 km i jestem z tego bardzo zadowolona.



Mój doradca treningowy stanął na wysokości zadania. W planie miał dwa wybiegnięcia na kopiec, ale zdecydowałam, że będzie i trzecie.
Przy okazji zdałam sobie sprawę z tego, jak słabo jestem przygotowana do najbliższego Spartana, który już za tydzień w Kouty w Czechach. Już wiem, że podbiegi będą mnie kosztowały sporo energii, ale to nie szkodzi. Potraktuję ten start jako możliwość pobiegania w górach i tyle.
Dziś jestem jakaś taka "padochnięta", ale się zmobilizuję i pójdę na trening. Na dziś przewiduję kettle i trening obwodowy. Nie samym bieganiem człowiek żyje ;)

Kinga

niedziela, 15 maja 2016

15. PZU Cracovia Maraton z Eskadrą Kraków

I mój wielki osobisty sukces, bo życiówka. Poprawiłam wynik z Dębna o 27 minut, kończąc dzisiejszy bieg z czasem 3:48:22 h. Najlepsze jest to, że wcale nie nastawiałam się na tak dobry rezultat. Co prawda dostałam polecenie, żeby ustawić się za peacemaker'em z czasem 4:00 h, ale po cichutku myślałam sobie, że jak zrobię gorszy czas, to i tak będzie dobrze. Tyle, że dziś było za dużo okoliczności sprzyjających zrobieniu życiówki. Po pierwsze, pogoda dopisała, bo nie było ani za gorąco, ani za zimno. Co prawda w okolicach Błoń i nad Wisłą dało się odczuć silny, zimny wiatr, ale mnie to raczej nie przeszkadzało. Po drugie, kibice stanęli na wysokości zadania. Przede wszystkim dziękuję kolegom z Eskadry Kraków. Jesteście wielcy!! Było mi bardzo miło, co jakiś czas słyszeć brawo Eskadra. Od razu chciało się szybciej biec, a biegło mi się dziś wyjątkowo dobrze. Nie miałam ani skurczów, ani kolki, żadnych dolegliwości żołądkowych. I najważniejsze, w ogóle nie nastąpił kryzys. Dziś mogę śmiało i bez ściemy napisać, że nie wiem, co to ściana. Organizacja zawodów też była bez zarzutu, co akurat w Krakowie niekoniecznie jest takie pewne. Stacje z wodą były poustawiane bardzo gęsto i zawsze korzystałam z okazji, żeby się napić trochę wody, izotonika i dziabnąć kawałek czekolady. Poza tym w trakcie biegu zjadłam jeszcze półtorej snickers'a. Żadne batony czy żele nie dają tyle energii co zwykły baton. Trasa była bardzo ciekawa, w sumie zrobiliśmy dwie pętle. Nawet nie przeszkadzało mi to, że to znam Kraków bardzo dobrze i nie nudziłam się ani przez chwilę. Biegłam ze słuchawkami w uszach, bo muzyka zawsze mnie jakoś dodatkowo motywuje. Ostatni kilometr był ukoronowaniem prawie czterogodzinnego wysiłku. Świadomość, że meta tuż tuż dawała dodatkowego kopa i udało się do końca utrzymać dobre tempo. Jestem z siebie dumna!! :)



Średnie tętno 155 bpm, 3090 spalonych kcal, średnie tempo wg mojego polara 5:21 min / km

Byle do następnego startu :)

Kinga

piątek, 13 maja 2016

Wybiegany urlop

Nikt nie powiedział, że na urlopie nie wolno trenować, zwłaszcza jeśli warunki są sprzyjające.
Miałam okazję kibicować w kolejnych zawodach triathlonowych, tym razem w Jacni na Roztoczu.  Przy okazji udało mi się zrobić kilka dobrych treningów i zwiedzić nieznaną mi dotąd część Polski. Warto było.
Praktycznie cały piątek spędziliśmy w drodze. Z Nowego Sącza do Krasnobrodu jest spory kawałek... Jeszcze tego samego dnia wieczorem postanowiliśmy pozwiedzać Zamość. Zrobiłam kilka całkiem fajnych zdjęć.
Następnego dnia miało być "lajtowo", a wyszło jak zwykle. Rano wybraliśmy się na kajak. Pokonanie dystansu 3,32 km zajęło nam około 1:22 h.


Pierwszy raz miałam okazję płynąć kajakiem wzdłuż rzeki, było zupełnie inaczej niż na jeziorze.
Pod wieczór chłopcy triathlonowcy pojechali odebrać pakiety startowe, a ja postanowiłam trochę pobiegać. Tja, tylko że dla przebiegnięcia mniej niż 10 km, to ja nawet nie wychodzę z domu. Nie opłaca się ubrania i butów zapocić ;)


Niedziela upłynęła nam pod znakiem zawodów. Start był o 8:30 rano. Zawodnicy mieli do przepłynięcia prawie 2 km, potem 90 km do pokonania na rowerze i półmaraton biegiem. Respekt!! Woda była zimna, około 12° C. Słyszałam jęki zawodników w wodzie, autentycznie... A najgorsze było to, że zaraz po wyjściu z wody musieli wsiąść na rower...
Ja tylko biegłam, czyli zrobiłam 1/3 tego co uczestnicy zawodów, a i tak czułam, że to był mocny trening.


Najbardziej podobał mi się podbieg na 10 km, długi i dość strony jak na tamte okolice. Za to na końcówce, z górki, udało mi się osiągnąć tępo 4:30 min / km, aż tak się spieszyłam, żeby zrobić zdjęcia na mecie ;)
W poniedziałek byliśmy we Lwowie. Piękne miasto i bardzo polecam jego zobaczenie. Można się bez problemu dogadać po polsku z tambylcami i płacić złotówkami. Jednak najbardziej urzekł mnie Zamość, w którym spędziliśmy cały wtorek. Mogłabym tu dużo pisać, ale wolę zwięźle i na temat. To miasto to jest takie "musisz zobaczyć i poznać jego historię". Podobnie jest z resztą z Krasiczynem, zamkiem będącym kiedyś w posiadaniu Sapiehów.
Żeby nie było, że sobie tak tylko zwiedzałam i robiłam zdjęcia... Co to, to nie... Mój "trener personalny" nigdy by mi na to nie pozwolił ;) Tak więć, rano było bieganie, a dopiero potem zwiedzanie...




W piątek zrobiłam krótsze wybieganie, bo zaledwie 8 km, ale dołożyłam sobie pięcioma dość mocnymi podbiegami i suma sumarum i tak wyszło ponad 10 km.
Mogę śmiało powiedzieć, że jestem przygotowana do kolejnego startu, który jest już w najbliższą niedzielę - 15 Cracovia Maraton. Zapowiada się ciekawie, choć trasa jest mi bardzo dobrze znana. Od wczoraj odpoczywam. Dziś i jutro wybieram się jeszcze tylko na basen, a tak to pełny relaks.

Kinga

niedziela, 24 kwietnia 2016

Spartan Race Sprint - PRAHA 23/04/16

Pierwszy krok w kierunku trzeciej Trifecty zrobiony i to z całkiem niezłym wynikiem...


Zajęłam 27 miejsce w kategorii open kobiet, 48 w kategorii open + elite kobiet , 835 miejsce w klasyfikacji generalnej. W zawodach wystartowało 7179 osób, w tym 2215 kobiet. Jestem zadowolona z wyniku, zwłaszcza że nieszczególnie miałam ochotę jechać na tego Spartana. Koniec końców nie żałuję, bo świetnie się bawiłam.
Do Pragi wyjechaliśmy w piątek popołudniu, ale na miejsce dotarliśmy dopiero przed 23.00. Winne były krakowskie korki i nasz trener, który zapomniał kosmetyczki i poprosił nas o drobną przysługę ;)
W sobotę pobudka o 5.20 i start o 7.30. Na śniadanie przygotowałam sobie omlet z kaszą jaglaną, płatkami gryczanymi i rodzynkami. Bałam się, że będzie zimno, ale nawet nie było tak źle. Szybko sie rozgrzałam.
Cała trasa liczyła zaledwie 6,5 km i nie było ani jednego podbiegu. To był zdecydowanie najłatwiejszy ze wszystkich dotychczasowych startów.
Tym razem były tylko dwie przeszkody z wodą. Zrobiłam 150 burpees (równoważnia paliki, rzut oszczepem, małpi gaj, wejście na linę, małpi gaj). Jestem zła o ten rzut oszczepem, bo trafiłam w tarczę, ale lina zahaczyła mi się o udo i oszczep spadł. No i musiałam zrobić te 30 karniaków...


Jestem pewna, że jeśli poćwiczę ręce, to na następnym Spartanie zrobię i małpi gaj i wejście na linę. Mam na to cały miesiąc.
Zauważyłam znaczną poprawę odkąd więcej biegam, a z tego wynika, że przeszkody przeszkodami, ale dobrym tempem biegu można nadrobić sporo czasu.


Nawet nie byłam jakoś bardzo zmęczona. Po obiedzie (kurczak z cukinią) pojechaliśmy do centrum, żeby trochę pozwiedzać, a potem część ekipy udała się na rozdanie nagród za wyniki drużynowe. Zajęliśmy II miejsce w kategorii open. Bravo chłopaki!!
Praga zdobyta, teraz kolej na Kouty, a potem na Krynicę
Aroo!!

Kinga

niedziela, 10 kwietnia 2016

Niedzielne wybieganie

Trochę się rozpogodziło, więc nie mogłam nie skorzystać z okazji, zwłaszcza że za dwa tygodnie kolejny start w Pradze. Szczerze, to wcale nie mam ochoty jechać na tego Spartana, chyba mi się przejadło. Dla mnie będą to po prostu trzy stracone dni, stracone bo bez treningu. Wyjedziemy prawdopodobnie w piątek popołudniu i wrócimy w niedzielę wieczorem. Jedyny plus jest taki, że jeszcze nigdy nie byłam w Pradze, a teraz w końcu jest okazja. Zawsze trzeba szukać jakichś pozytywów.
Co do dzisiejszego biegania, to wczorajszy dzień bez treningu zaowocował wcale niezłym średnim tempem 5:40 min / km, co przy 20 km jest już całkiem niezłym wynikiem. Ciekawe, że Endomondo pokazało krótszy dystans niż mój Polar.


Już widzę, że na końcówce mój telefon musiał zgubić sygnał GPS i stąd ten krótszy dystans...


Znalazłam sobie fajną miejscówkę do biegania, bo moja stara trasa wokół Zalewu Nowohuckiego trochę mi się znudziła. Biegam wałem wzdłuż Wisły. Jest fajnie, bo nie ma samochodów, no prawie, bo najpierw muszę nad Wisłę dotrzeć, a to jest jakieś 3 km ode mnie. Najważniejsze, że jest gdzie biegać.
Koleżanka mnie namawia na basen dziś jeszcze i chyba się skuszę :) Popracuję rękami, bo nogi muszą odpocząć.

Kinga

wtorek, 5 kwietnia 2016

Trening na kółkach

Dziś postanowiłam wyprowadzić rower na spacer. Ciągle jeszcze czuję nogi, ale mimo wszystko chciałam się trochę poruszać, zwłaszcza że pogoda jak marzenie na rowerowe eskapady. No i udało się zrobić ponad 25 km.


A w Biedronce kupiłam całkiem fajny kask w całkiem fajnej cenie (59,- zeta).


Tak więc można jeździć. Kolejny trening rowerowy planuję na sobotę, jeśli tylko pogoda nie popsuje mi planów.
A wczoraj pocisnęłam na basenie tak, że nawet mój instruktor był zaskoczony. W końcu udawało mi się brać oddech co trzy, co cztery ruchy rękami. To jest niewątpliwie duży przełom. Jest motywacja, żeby ćwiczyć dalej i kto wie... może kiedyś tri...

Kinga

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Mój pierwszy maraton

Najpiękniejsze z możliwych ukoronowanie 4-miesięcznych przygotowań do biegu na dystansie 42 km 195 m. Nie można chcieć więcej ;)


Moja strategia okazała się skuteczna. Średnie tempo około 6 min / km udało mi się utrzymać do samego końca biegu. Jestem z siebie dumna i zadowolona.


Faktycznie to prawda, że w Dębnie są najlepsi kibice. Wspaniała motywacja na trasie, za co bardzo dziękuję!!
Nie miałam ściany. Spodziewałam się jej około 30 km, ale nie nastąpiła. Piłam wodę, izotoniki i jadłam cukier na każdym punkcie żywieniowym, cały czas biegnąc. W sumie zjadłam tylko jeden żel. Dwa razy miałam kolkę, na 12 a potem na 35 km. Tej drugiej nie udało mi się zniwelować i towarzyszyła mi do końca biegu. Szłam około 500 m na przedostatnim kilometrze, pozostałą część trasy przebiegłam i jest to niewątpliwie powód do domy. Końcówkę, jakieś 500 m przed metą, uratował jakiś biegacz w koszulce Runmagedon. Po prostu nie mogłam pozwolić, żeby był lepszy od Spartanki i... dodałam gazu. Kiedy finiszowałam mój polar pokazywał 5 min / km :)
Trasa też była fajna, głównie w terenie niezabudowanym.


Maksymalne tętno nie przekroczyło 156 uderzeń na minutę. Cały czas biegłam w tlenie i praktycznie poniżej mojego pierwszego progu mleczanowego.
Mimo wszystko trochę czuję nogi, choć przypuszczam, że byłoby o wiele gorzej, gdyby nie masaż nóg, na który dałam się namówić tuż po biegu.
Nazbierałam endorfin na kolejny miesiąc, ale nie można osiadać na laurach. Kolejne wyzwanie już za trzy tygodnie - Spartan Race Sprint w Pradze, a 15 maja Cracovia Maraton. Będzie się działo ;)

Kinga

czwartek, 31 marca 2016

Podsumowanie przygotowań do maratonu

To już w niedzielę, mój wielki dzień i chwila prawdy... czy dam radę? Czy głowa zwycięży? Czy dobiegnę do mety? I czy zmieszczę się w wyznaczonym przez organizatora limicie czasu?
Mam za sobą 4 miesiące dość intensywnych treningów, bo zaczęłam dokładnie na początku grudnia:
- 195 jednostek treningowych (trening funkcjonalny, bieganie, aerobik, aqua aerobik, pływanie, spacer),
- 6 dni i 15 godzin aktywność fizycznej,
- 516,1 przebiegniętych kilometrów (średnio 30 km na tydzień),
- najkrótszy dystans 4,4 km (2 stycznia),
- najdłuższy dystans 20,1 km (20 marca)


Jakie są efekty moich czteromiesięcznych przygotowań dowiem się już za kilka dni. Teraz przyszedł czas na relaks i pracę głową. Mam taki plan, żeby pierwsze 20 km przebiec w czasie 2:00 - 2:15 h. Jeśli będzie dobrze, to chciałabym pociągnąć to tempo do 30 km lub do końca... ;)
Znajomi, którzy już brali udział w maratonie w Dębnie, mówią że to fajna impreza, ciekawa trasa i wielu kibiców.


Co mogę więcej napisać? Trzymajcie kciuki!!
A na zakończenie spartańskie Aroo!! :)

Kinga

Ps. Jeśli ukończę ten maraton w czasie krótszym niż 4:30 h, to zrobię na mecie 30 burpees.

środa, 30 marca 2016

Moje Wielkanocne menu

Bo kto powiedział, że musi być zgodnie z tradycją?
Śniadanie Wielkanocne, tutaj owszem mogę się zgodzić, że powinno być tradycyjne... jajko z chrzanem, kiełbasa, boczek, sałatka jarzynowa, no i oczywiście chleb. Raz w roku mogę. Nie jestem chora na celiakię, więc przeżyję. Ale co do pozostałych posiłków, to myślę, że mogę zaproponować jakąś alternatywę za rosół czy schabowy.

Zacznijmy od leczo...


* Dużą cebulę pokroić w kostkę i podsmażyć na patelni na oleju rzepakowym
* Kiedy cebula się zeszkli, dodać mięso mielone wieprzowe lub wieprzowo - wołowe (400 g), smażyć na małym ogniu
* Doprawić solą, pieprzem i chilli cayenne
* Paprykę i cukinię pokroić w kostkę, dołożyć do podsmażonego mięsa i dusić dalej na małym ogniu
* 3 pomidory obrać ze skórki, pokroić w kostkę i dołożyć do potrawy, kiedy papryka i cukinia będą miękkie
* Doprawić oregano i majerankiem, można dodać 2 łyżeczki przecieru pomidorowego

A co powiecie na karkówkę w piwie?


* Karkówkę pokroić w plastry około centymetrowej grubości, przyprawić solą, pieprzem i słodką papryką, podsmażyć na oleju rzepakowym
* Cebulę pokroić w paski i posypać nią ułożone wcześniej w naczyniu żaroodpornym mięso
* Zalać około 200 ml piwa (może być ciemne)
* Piec w piekarniku w temperaturze 200° C przez około godzinę
* Można dołożyć ziele angielskie i liść laurowy

Zrobiłam jeszcze hummus, ale to już w oddzielnym poście ;)

Smacznego!!

Kinga

niedziela, 27 marca 2016

Domowy sposób na przeziębienie

Za tydzień pierwszy start w maratonie, a mnie dopadło jakieś wstrętne przeziębienie. Walczę z nim już od środy i dziś mogę powiedzieć, że jest trochę lepiej. Byłam u lekarza, ale nie zrealizowałam recepty. W zasadzie to chciałam się tylko upewnić, że to nic poważniejszego. Na szczęście wynik badania crp był w normie :)
Mój zestaw apteczny jest raczej niewyszukany... aspiryna, polopiryna i domowej roboty syrop z cebuli. Cebulę pokroiłam w plastry i ułożyłam w szklance po nutelli. Każdy plaster posmarowałam miodem i dodatkowo wrzuciłam pomiędzy pokrojony w cienkie plasterki czosnek.
Czosnek jest naturaknym antybiotykiem. Hamuje rozwój bakterii, zapobiega infekcjom wirusowym i obniża ciśnienie krwi.
Fakt, ze może nie pachnie zbyt ładnie, ale jeżeli pomaga, to czemu nie spróbować...
Pogoda ładna, ale dziś raczej odpuszczę bieganie. Nie chcę się na dobre załatwić. Przeziębienie nie przeszkodzi mi jednak zrobić krótki trening w domu :) Wczoraj znalazłam w necie coś całkiem fajnego:

Turbo spalanie

Trzeba robić formę na wiosnę ;)

Kinga

czwartek, 24 marca 2016

Schabowy inaczej

* Schab pokroić w plastry około centymetrowej grubości, przyprawić pieprzem, solą, rozmarynem i lubczykiem, ułożyć w naczyniu żaroodpornym, delikatnie podlać olejem z pestek winogron,
* Piec w piekarniku w temperaturze 180°C przez około 20 minut,
* Jabłko i czerwoną cebulę pokroić w plastry, kostkę rosołową rozpuścić w niewielkiej ilości wody,
* Po 20 minutach wyjąć mięso z piekarnika, dolać bulion i niewielką ilość białego słodkiego wina, dodać pokrojone jabłko i cebulę,
* Piec w piekarniku w temperaturze 180°C przez kolejne 20 minut



Można podawać na przykład ze szpinakiem...


Smacznego!!

Kinga