piątek, 28 kwietnia 2017

Dziecko śpi, a mama ćwiczy...

Przygotowałam sobie poporodowy plan treningowy, bo od czegoś trzeba zacząć. Mile zaskoczyło mnie to, że po prawie 9 miesiącach przerwy w treningach udało mi się przez dwie minuty utrzymać plank'a. Na razie nie robię przysiadów i wykroków. Dam sobie jeszcze z tydzień, a potem spróbuję, na razie bez obciążenia.


Przytyłam w ciąży 10 kilogramów, ale już mi się udało zrzucić ten zbędny balast. Myślę, że za kilka tygodni będę w całkiem niezłej formie. Wiadomo, że lepiej się biega bez dodatkowych kilogramów.
Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła potrenować bieganie z moim maleństwem i wypróbować zakupiony specjalnie w tym celu sprzęt ;)


Mamy taki zamiar, żeby pobiec razem w Krakowskim Biegu Sylwestrowym. Czas pokaże, czy uda nam się go zrealizować :)

Kinga

czwartek, 27 kwietnia 2017

Cele biegowe na rok 2017

Minęły dwa tygodnie od porodu, od kilku dni mogę się w miarę normalnie ruszać, chodzić i siedzieć. Powoli trzeba wrócić do treningów. Zaczęłam od spacerów z 1 kg hantelkami. Wczoraj było niewiele ponad cztery kilometry, a dziś pięć.


Mimo kilkumiesięcznej przerwy w bieganiu, postawiłam sobie ambitny cel startów w cyklu Perły Małopolski. Zaczynam od biegu w Szczawnicy 21 maja na dystansie 5 km.

21 maja -> Szczawnica Pieniński Park Narodowy -> +5 km (4,3km)

11 czerwca -> Wapienne Magurski Park Narodowy -> +10 km (14,7km)

2 lipca -> IX Bieg Górski Limanowa Forrest -> 7 km

27 sierpnia -> Zawoja Babiogórski Park Narodowy -> +10 km (13,2km)

3 września -> Kraków Business Run - 3,8 km (sztafeta)

17 września -> Kościelisko Tatrzański Park Narodowy -> +20 km

1 października -> IX Bieg Uliczny Sądecka Dycha o Puchar Newagu S.A. -> 10 km

15 października -> 4. PZU Cracovia Półmaraton -> 21 km 97,5 m

22 października -> Rabka Zdrój Gorczański Park Narodowy -> +20 km

31 grudnia -> Krakowski Bieg Sylwestrowy -> 5 lub 10 km

Są cele, jest więc motywacja :)

Kinga

wtorek, 11 kwietnia 2017

Reaktywacja

Kim jestem?
Korpoludkiem od kilku lat amatorsko uprawiającym sport. Aktywność fizyczna pozwala mi nie zwariować, uwalnia od stresu i frustracji.

Co mnie motywuje?
Każde kolejne osiągniecie. Lubię sobie podnosić poprzeczkę, stawiać nowe wyzwania.

Dotychczasowe osiągnięcia:

15. PZU Cracovia Maraton 42 km 195 m 2016 -> 03:48:22 h
PKO Półmaraton Szczecin 21 km 97,5 m 2015 -> 1:43:27 h
Bieg Kraków Skotniki 13,36 km 2015 -> 1:04:15 h (2 miejsce w kategorii K30)
Krakowski Bieg Sylwestrowy Radosna Dziesiątka 10 km 2015 -> 00:51:31 h (IX Bieg Uliczny Sądecka Dycha o Puchar Newagu 1.X.2017 00:48:54 h)
VIII Bieg Górski Limanowa Forrest 7 km 2016 -> 45:46:49 h
6. Essener Firmenlauf 5 km 2016 -> 00:22:19 h

Spartan Race Sprint Hungaroring Budapest 2015 -> 01:09:38 h (23 miejsce w kategorii open kobiet)
Spartan Race Super Kouty 2016 -> 03:32:19 2016 h (15 miejsce w kategorii open kobiet)
Spartan Race Beast Krynica Górska 2016-> 04:22:56 h (10 miejsce w kategorii open kobiet)
Spartan Race Beast European Championship Tatarzanska Łomnica 2015 -> 05:04:26 h (22 miejsce w kategorii open kobiet)


Moim największym dotychczasowym osiągnięciem jest to, że w wieku 35 lat nauczyłam się pływać.

Interesuję się dietetyką i suplementacją. Bardzo lubię gotować.

Kursy i szkolenia:

Mobility AeroActiv -> listopad 2017
Trening dna miednicy AeroActiv -> listopad 2016
Aktywna przez 9 miesięcy AeroActiv -> październik 2016
Certyfikaty
Anatomia funkcjonalna w treningu AeroActiv -> marzec 2015
Dieta i suplementacja 2 Open Mind -> czerwiec 2014
TRX GSTC -> maj 2014
Dieta i suplementacja 1 Open Mind -> marzec 2014
Kurs podstawowy instruktora fitness AeroActiv / Reha-Fit -> październik 2013 - styczeń 2014

Od jakiegoś czasu majaczy mi na horyzoncie nowy cel - triathlon. Do tej pory tylko kibicowałam, ale chyba najwyższa pora, żeby samej spróbować.
Jest czas, żeby się przygotować i jest motywacja. Samozaparcia i dyscypliny też mi nie brakuje.

Kinga

środa, 17 sierpnia 2016

This is the end...

...w związku z marną (nadal ;-) czytelnością mojego bloga, którą w "żałosny" sposób próbowałam poprawić w ciągu ostatnich kilku tygodni, urażając przy okazji kilka osób... czego skutkiem były nie tylko sarkastyczne uwagi na fb, ale również próba zastraszenia... na szczęście mam to na piśmie, więc w razie coś może być dowodem w sprawie ;-)
Dziękuję tym, ktorzy jakoś przebrnęli przez moje "pisactwo". Może coś jeszcze kiedyś przeczytacie, jeśli się nie zniechęcę, albo jeśli Wy się nie zniechęcicie ;-)
Czas zacząć coś nowego!! :-)

Let bygones be bygones...

Kinga

Sezon na paprykę

Tym razem z wołowiną


Składniki:
1/2 dużej czerwonej cebuli
1 łyżka masła, 1 łyżka oleju roślinnego
400 g mięsa wołowego mielonego
1 1/2 dużej czerwonej papryki
Bazylia, oregano
5 łyżek ketchupu
Gotowana fasolka szparagowa
Podczas duszenia można doprawić mięso odrobiną ciemnego piwa

Voilà i smaczne danie jednogarnkowe gotowe...

Kinga

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Nie samym sportem żyje człowiek

Tym razem naszym celem była Świnica - 2301 m n.p.m. Kiedyś powiedziałabym, że zdobycie tego szczytu bez zadyszki jest niemożliwe. Dziś mogę z dumą powiedzieć, że wręcz przeciwnie.
Miałam chwilę zwątpienia na odcinkach z łańcuchami. Bardzo pomogły mi rękawice, ale żałuje, że nie miałam uprzęży zabezpieczającej, bo zawsze to jednak dodatkowa asekuracja. Na szczęście koleżanka mocno dopingowała mnie tam, gdzie brakowało mi pewności siebie. Dopiero na końcowym odcinku ogarnęłam technikę na tyle, żeby bez wahania schodzić w dół. Muszę otwarcie przyznać, że siła fizyczna nie jest tu bez znaczenia i nie mówię o nogach. One też się napracowały, to swoją drogą, bo zrobiłyśmy przeszło 18 km, ale bez pomocy rąk nie dałoby się pokonać najbardziej stromych skalistych odcinków.



Warto było choćby dla samych widoków...





Czuję nogi, więc dziś relaks na basenie.

Kinga

sobota, 13 sierpnia 2016

Moje nowe różowe butki ;)

W końcu na poważnie wzięłam się za treningi na basenie i nie ma, że boli.
Na rozgrzewkę robię 4 długości grzbietem.
Potem pływam po 50 m rękami do kraula, z ósemką między udami. Chodzi o to, żeby wypracować wyleżenie na wodzie, rotację tułowia i mocne pociągnięcia rękami.
W międzyczasie robię po 4 długości w płatwach, żeby nogi też trochę popracowały.
Na zakończenie kilka długości grzbietem, w zależności od tego, ile czasu mi zostanie.


Trenuję w Com Com Zone Nowa Huta. Basen nie jest może najnowszy, ale jakie to ma znaczenie. Ważne, żeby była woda ;) Idealnie byłoby pływać dwa razy w tygodniu, ale różnie z tym bywa. W każdym razie mam mocne postanowienie, żeby robić to bardzie regularnie niż dotychczas.
Planuję też zakup specjalnych łapek na dłonie, ale na to mam jeszcze czas. Najpierw muszę dopracować technikę. Podczas pływania w łapkach pociągnięcie jest mocniejsze, podobnie jak opór przy nieprawidłowym wkładaniu rąk do wody i można sobie łatwo zrobić krzywdę. Coś o tym wiem, bo już kiedyś próbowałam w takich łapkach pływać.
Jest cel, jest motywacja!! :)

Kinga

piątek, 12 sierpnia 2016

Czytam i nie wierzę...

Co tym razem ŚDStarych czy Olimpiada w Rio? W takim razie będę musiał odpowiedzieć sobie sam. Po przeczytaniu twojego wpisu było mi bardzo przykro. Czułem się tak jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. W dodatku bez żadnego uprzedzenia i bez słowa pożegnania. Normalnie takie coś by po mnie spłynęło, ale jak robi to osoba, którą uważasz za kogoś więcej niż jedna z wielu klientek, to takie coś boli. Jeśli zawsze tak myślałaś to uważam, że jesteś fałszywa i dwulicowa, ponieważ wyglądało, że wszystko jest ok pomiędzy nami. Przychodziłaś na treningi, uśmiechałaś się, normalnie rozmawialiśmy, jeździłaś z nami na zawody, zawsze ktoś załatwiał Ci transport, nocleg a tutaj nagle wychodzi co tak naprawdę myślisz ... 
Jeśli się coś zmieniło to chciałem po prostu wiedzieć co takiego. Zrozumiałbym bym, że chcesz się dalej rozwijać i dlatego zmieniasz miejsce treningów. Nie miałbym o to żadnych pretensji. Poza tym już wiele osób "przewinęło” się przez moje treningi. Wiele z tych osób trenuje gdzie indziej. Na nikogo się za to nie obrażałem. Co więcej z wieloma nadal mam kontakt. Dlatego nazywanie tego sektą obraża mnie i tych ludzi. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że ktoś zachował się tak jak ty. Nagle zniknęłaś bez żadnego słowa pożegnania i tutaj dowiaduję się o takim wpisie na twoim blogu... W życiu tak się nie poczułem. Praca, która wydawała mi się że ma sens, straciła go. Ja sobie jakoś z tym poradzę. Najwyraźniej nie byłem dla ciebie nikim ważnym. Ale to jak potraktowałaś resztę ludzi najbardziej mnie zszokowało.

Ehm, nie bardzo rozumiem o co chodzi z tym pożegnaniem... Gdyby wszyscy ludzie, przez których życie się przewinęłam mieli do mnie jakieś pretensje, to... miałabym przerąbane... bo trochę tych osób było ;)
Na własną rękę dowiadywałam się, czy ktoś ma wolne miejsce w samochodzie... za noclegi i transport płaciłam...

Nie dziwię się ludziom, że tak zareagowali jak się dowiedzieli co o nich myślisz. Jaki hejt Kinga??? Przeczytaj sobie jeszcze raz swój wpis i postaw się na miejscu tych ludzi. Pojechałaś po nich i z wyobrażałaś wszystkich. A ty mi piszesz, że poszedł hejt po tobie. To, że ktoś wkleił zdjęcie na FB i sarkastycznie odpisał to jeszcze nie był hejt w porównaniu z Twoim wpisem. I co robisz...jak szesnastolatka blokujesz wszystkich na FB? W tym mnie a sama twierdzisz, że nic do mnie nie masz. Coś tutaj jest nie tak? A jeszcze na dzień przed biegiem ludzie Cię wspierali na FB wpisując pozytywne komentarze. Nawet na trasie Cię dopingowali, nie wiedząc jeszcze co tak naprawdę o nich myślisz. I ty się dziwisz, że tak zareagowali? Rozumiem, że w ten sposób chciałaś się ze wszystkimi pożegnać i podziękować im za wspólne wyjazdy i treningi.

Sarkastyczny wpis na fb nie jest hejtem ;) Jest zatem zapewne obiektywną opinią...
Na trasie w Krynicy dopingowali mi brat z mamą, mój facet i znajomi z maratonu w Dębnie ;-)

Ostatnia sprawa. Kinga najwięksi mistrzowie świata mają więcej pokory. To ile osiągnęłaś uważam, że w 90% jest zasługą innych ludzi i nie mam tutaj na myśli siebie. Przypomnij sobie jak zaczynałaś. Ile osób Cię dopingowało i ile osób Cię wspierało. Pamiętam mnóstwo sytuacji jak ci coś nie wychodziło, ty się załamywałaś, ale inni cię motywowali. A ty ich wyzywasz od Attention whore?i obrażasz pisząc, że uprawiają biegactwo? Tak im się odwdzięczasz? Co więcej nie rozumiem czemu odbierasz ludziom radość z treningów i drobnych sukcesów. Rozumiem, że teraz 5 km nie robi na tobie już wrażenia, ale dla kogoś może to być ogromny sukces. Od tych 5 km, które ktoś wrzuca na FB może zacząć się coś więcej. Przypomnij sobie jak ty przebiegłaś swoje pierwsze 5 km. Teraz twój wpis wygląda tak jakbyś uważała się za kogoś lepszego. Jednak najlepsze w tym wszystkim jest to, że dokładnie tak samo robiłaś na początku…

Tja, bo to inni ludzie chodzili za mnie na treningi i dawali za siebie wszystko, przygotowywali mi posiłki, brali udział w szkoleniach, biegali w słońcu, w deszczu, na mrozie, w czasie delegacji... to może przeczytaj tego bloga od zarania jego dziejów...
Zaczynałam na zumbie, tego nie da się zapomnieć ;)
Przypominam sobie, że pierwsze wpisy o moich biegach (a było to więcej niż 5 km) pojawiały się na BeFit24, bo nie miałam wtedy pojęcia o aplikacjach typu Endomondo czy Runtastic...
Moje pierwsze 5 km przebiegłam po Spartan Race Super w Valcy... ;)

Kinga

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Moje 3 TRIFECTY Spartan Race

SPARTAN RACE - SUPER Valča 7/5/2014


SPARTAN RACE - SPRINT Krynica Zdrój 8/30/2014


SPARTAN RACE - BEAST Donovaly 9/13/2014



SPARTAN RACE - SPRINT Hungaroring 4/18/2015


SPARTAN RACE - SUPER  Krynica Zdrój 8/1/2015


SPARTAN RACE - BEAST Tatranská Lomnica 9/6/2015


SPARTAN RACE - SPRINT Praha 4/23/2016


SPARTAN RACE - SUPER  Kouty 5/28/2016


SPARTAN RACE - BEAST Krynica Zdrój 7/23/2016


Pokonane kilometry i przeszkody, zrobione burpeesy na pewno mnie wzmocniły... fizycznie i psychicznie... Czas podnieść sobie poprzeczkę i spróbować swoich sił w dyscyplinie składającej się z 3 sportów. Taki mam cel na przyszły rok.

Kinga

poniedziałek, 25 lipca 2016

Moja trzecia TRIFECTA - Spartan Race Beast w Krynicy Zdrój

Po starcie w Koutach założyłam sobie pierwszą dziesiątkę w kategorii open kobiet jako cel na Krynicę i... udało się... :)



Miałam startować o 9:30, ale w ostatniej chwili zdecydowałam się na zmianę o 15 minut - na 9:45. Chodziło o to, żeby pobiec bez niepotrzebnej spiny, poza grupą, w swoim tempie, żeby nie przypalić się już na samym początku. Miałam do osiągnięcia konkretny cel. Przez ostatnie dwa miesiące (7 tygodni) intensywnie trenowałam, żeby się do niego zbliżyć. Wykorzystałam każdą okazję, żeby pobiegać w terenie urozmaiconym, niezależnie od pogody i opłacało się.
W sumie, przygotowując się do mojego ostatniego Spartana, przebiegłam 290,36 km (+4,64 km nordic walking), zaliczyłam 12 godzin spinningu, 13 godzin treningu TRX, 7 godzin na basenie i jeden trening funkcjonalny.


Na śniadanie zjadłam omleta z trzech jaj, z rodzynkami i żurawiną. Na trasę miałam przygotowane snickersy. Postanowiłam odpuścić sobie żele i tym podobne dopalacze. Co ma być to będzie... podobno...
Przed biegiem zrobiłam obowiązkową rozgrzewkę i ustawiłam się na starcie, nie przy samej taśmie jak to zwykle bywało, ale całkiem z tyłu. Ruszyłam na pełnym luzie, ze świadomością dwudziestu kilku kilometrów w górach i... czekających na mnie przeszkód...
Nie wiem dlaczego na początku miałam problem z wyrównaniem oddechu, może to adrenalina, a może jednak zbyt intensywne tempo marszu. W każdym razie po jakiś dwóch kilometrach w końcu się udało. Jakoś wtedy wyprzedziłam pierwsze osoby z fali, która startowała o 9:30. Gdzieś na czwartym kilometrze minęłam kolejne i się jakoś potoczyło. Fajnie się biegnie ze świadomością piętnastominutowej przewagi. Wiadomo, że wtedy głowa inaczej pracuje.
Dodatkowej motywacji dodało mi to, że po raz kolejny udało mi się wejść na linę. Miałam problem, żeby się na niej zawiesić, bo nogi mi się jakoś dziwnie ślizgały, ale się zaparłam. W połowie długości stwierdziłam, że nie ma bata, nie będę tu robić burpees, podciągnęłam się do samej góry i uderzyłam w dzwonek jak należy. Starałam się bardzo ostrożnie zjechać w dół, ale i tak nie obeszło się bez zadrapań na łydce... this is Sparta ;)
Bez pomocy facetów zdobyłam wszystkie ścianki i z tego też jestem dumna. Myślę, że tu zaowocowały ćwiczenia rąk i pleców na TRXie. Standardowo nie zaliczyłam małpich gajów, ale na to byłam psychicznie i fizycznie przygotowana.
W sumie zrobiłam 150 burpees, co daje 1450 burpees, gdyby zsumować moje wszystkie starty.
Momentami chciało mi się śpiewać, na przykład podczas długiego podejścia na Jaworzynę i na którymś zbiegu. Na zbiegach ciągle przypominały mi się słowa mojego kolegi Janusza - nisko na nogach, usiądź na d... - najważniejsze, że zadziałało...
Dużo czasu straconego na przeszkodach nadrobiłam biegnąć potokiem. Tam gdzie inni uważali, ja poszłam na całość i dzięki temu wyprzedziłam całkiem sporo osób.
Pierwszy raz mi się zdarzyło, że nie mogłam jeść. Przebiegłam tego Spartana na wodzie i Oshee. Można? No pewno, że można... Dopiero w drodze powrotnej w samochodzie zjadłam dwa duże kotlety... aż mi się uszy trzęsły...
Przez ten bieg na głodnego miałam trochę słabszą końcówkę. Nastawiłam się na kolejne 30 burpees na palikach, ale dzięki motywacji wolontariusza udało mi się zaliczyć tę przeszkodę i miałam kolejny powód do dumy.
Ostatnie podejście będę chyba pamiętać do końca życia i jak zobaczyłam te worki z piaskiem, to myślałam, że padnę i nie dobiegnę do mety. Na szczęście tuż obok zobaczyłam kolegę z maratonu w Dębnie i to mi jakoś dodało sił.
Wiem, że wrzeszczałam, jak biegłam w stronę mety... adrenalina i radość, że to już koniec...
Na trasie miałam fantastyczne wsparcie ze strony moich najbliższych. Dziękuję Wam za to!! Za wsparcie słowem i wodą... za każde "świetnie Ci idzie" dziękuję!!


A wczoraj w ramach odpoczynku fizycznego przełamywałam strach przed wodą na akwenie otwartym i było super!! :)
Dziś potruchtałam dla rozluźnienia mięśni i powoli zaczynam myśleć o kolejnym celu majaczącym na horyzoncie - maratonie w Essen w październiku.
Trzeba chcieć, a chcieć to móc!!

Kinga

piątek, 22 lipca 2016

Jutro obudzę w sobie bestię ;)

Ależ ten czas szybko leci, dopiero co byliśmy w Koutach, a już jutro startujemy w Krynicy. Na pewno nie będzie łatwo. Wygląda na to, że będzie dość ciepło. Organizator zapewnił, że na trasie będzie kilka stacji z wodą... zobaczymy...
Czy jestem przygotowana? Psychicznie i biegowo na pewno tak, siłowo - nie wiem. Ostatnio chodziłam tylko na trx, ale mam nadzieję, że wytrenowałam się na tyle, żeby bez problemu pokonać większość przeszkód.
Motywacji mi nie brakuje i jestem nastawiona na dobrą zabawę, a tu już połowa sukcesu.


Zaopatrzyłam się w bukłak na wodę i snickersy. Dodatkowo na trasie będzie mnie wspierać rodzina. Czy trzeba czegoś więcej? ;)
Nie mogę się doczekać... AROO!!

Kinga

niedziela, 17 lipca 2016

Bude ako nebolo... Oravaman...

Kolejny trening przed zbliżającym się wielkimi krokami Spartan Beast w Krynicy zaliczony...
Tym razem kibicowałam na zawodach Oravaman i przy okazji udało mi się zrobić ponad 16,5 km marszobiegu połączonego z bieganiem. No i co z tego, że padało?


Nie jestem z cukru, więc się nie roztopiłam ;)
Za to chłopcy spisali się na medal, bo w klasyfikacji sztafet męskich zajęli drugie miejsce :) Co raz bardziej mnie kusi, żeby samej spróbować. Start w takich zawodach i na dodatek w mało sprzyjających warunkach atmosferycznych, to jest dopiero wyczyn. Oj kusi...

Kinga