środa, 17 sierpnia 2016

This is the end...

...w związku z marną (nadal ;-) czytelnością mojego bloga, którą w "żałosny" sposób próbowałam poprawić w ciągu ostatnich kilku tygodni, urażając przy okazji kilka osób... czego skutkiem były nie tylko sarkastyczne uwagi na fb, ale również próba zastraszenia... na szczęście mam to na piśmie, więc w razie coś może być dowodem w sprawie ;-)
Dziękuję tym, ktorzy jakoś przebrnęli przez moje "pisactwo". Może coś jeszcze kiedyś przeczytacie, jeśli się nie zniechęcę, albo jeśli Wy się nie zniechęcicie ;-)
Czas zacząć coś nowego!! :-)

Let bygones be bygones...

Kinga

Sezon na paprykę

Tym razem z wołowiną


Składniki:
1/2 dużej czerwonej cebuli
1 łyżka masła, 1 łyżka oleju roślinnego
400 g mięsa wołowego mielonego
1 1/2 dużej czerwonej papryki
Bazylia, oregano
5 łyżek ketchupu
Gotowana fasolka szparagowa
Podczas duszenia można doprawić mięso odrobiną ciemnego piwa

Voilà i smaczne danie jednogarnkowe gotowe...

Kinga

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Nie samym sportem żyje człowiek

Tym razem naszym celem była Świnica - 2301 m n.p.m. Kiedyś powiedziałabym, że zdobycie tego szczytu bez zadyszki jest niemożliwe. Dziś mogę z dumą powiedzieć, że wręcz przeciwnie.
Miałam chwilę zwątpienia na odcinkach z łańcuchami. Bardzo pomogły mi rękawice, ale żałuje, że nie miałam uprzęży zabezpieczającej, bo zawsze to jednak dodatkowa asekuracja. Na szczęście koleżanka mocno dopingowała mnie tam, gdzie brakowało mi pewności siebie. Dopiero na końcowym odcinku ogarnęłam technikę na tyle, żeby bez wahania schodzić w dół. Muszę otwarcie przyznać, że siła fizyczna nie jest tu bez znaczenia i nie mówię o nogach. One też się napracowały, to swoją drogą, bo zrobiłyśmy przeszło 18 km, ale bez pomocy rąk nie dałoby się pokonać najbardziej stromych skalistych odcinków.



Warto było choćby dla samych widoków...





Czuję nogi, więc dziś relaks na basenie.

Kinga

sobota, 13 sierpnia 2016

Moje nowe różowe butki ;)

W końcu na poważnie wzięłam się za treningi na basenie i nie ma, że boli.
Na rozgrzewkę robię 4 długości grzbietem.
Potem pływam po 50 m rękami do kraula, z ósemką między udami. Chodzi o to, żeby wypracować wyleżenie na wodzie, rotację tułowia i mocne pociągnięcia rękami.
W międzyczasie robię po 4 długości w płatwach, żeby nogi też trochę popracowały.
Na zakończenie kilka długości grzbietem, w zależności od tego, ile czasu mi zostanie.


Trenuję w Com Com Zone Nowa Huta. Basen nie jest może najnowszy, ale jakie to ma znaczenie. Ważne, żeby była woda ;) Idealnie byłoby pływać dwa razy w tygodniu, ale różnie z tym bywa. W każdym razie mam mocne postanowienie, żeby robić to bardzie regularnie niż dotychczas.
Planuję też zakup specjalnych łapek na dłonie, ale na to mam jeszcze czas. Najpierw muszę dopracować technikę. Podczas pływania w łapkach pociągnięcie jest mocniejsze, podobnie jak opór przy nieprawidłowym wkładaniu rąk do wody i można sobie łatwo zrobić krzywdę. Coś o tym wiem, bo już kiedyś próbowałam w takich łapkach pływać.
Jest cel, jest motywacja!! :)

Kinga

piątek, 12 sierpnia 2016

Czytam i nie wierzę...

Co tym razem ŚDStarych czy Olimpiada w Rio? W takim razie będę musiał odpowiedzieć sobie sam. Po przeczytaniu twojego wpisu było mi bardzo przykro. Czułem się tak jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. W dodatku bez żadnego uprzedzenia i bez słowa pożegnania. Normalnie takie coś by po mnie spłynęło, ale jak robi to osoba, którą uważasz za kogoś więcej niż jedna z wielu klientek, to takie coś boli. Jeśli zawsze tak myślałaś to uważam, że jesteś fałszywa i dwulicowa, ponieważ wyglądało, że wszystko jest ok pomiędzy nami. Przychodziłaś na treningi, uśmiechałaś się, normalnie rozmawialiśmy, jeździłaś z nami na zawody, zawsze ktoś załatwiał Ci transport, nocleg a tutaj nagle wychodzi co tak naprawdę myślisz ... 
Jeśli się coś zmieniło to chciałem po prostu wiedzieć co takiego. Zrozumiałbym bym, że chcesz się dalej rozwijać i dlatego zmieniasz miejsce treningów. Nie miałbym o to żadnych pretensji. Poza tym już wiele osób "przewinęło” się przez moje treningi. Wiele z tych osób trenuje gdzie indziej. Na nikogo się za to nie obrażałem. Co więcej z wieloma nadal mam kontakt. Dlatego nazywanie tego sektą obraża mnie i tych ludzi. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że ktoś zachował się tak jak ty. Nagle zniknęłaś bez żadnego słowa pożegnania i tutaj dowiaduję się o takim wpisie na twoim blogu... W życiu tak się nie poczułem. Praca, która wydawała mi się że ma sens, straciła go. Ja sobie jakoś z tym poradzę. Najwyraźniej nie byłem dla ciebie nikim ważnym. Ale to jak potraktowałaś resztę ludzi najbardziej mnie zszokowało.

Ehm, nie bardzo rozumiem o co chodzi z tym pożegnaniem... Gdyby wszyscy ludzie, przez których życie się przewinęłam mieli do mnie jakieś pretensje, to... miałabym przerąbane... bo trochę tych osób było ;)
Na własną rękę dowiadywałam się, czy ktoś ma wolne miejsce w samochodzie... za noclegi i transport płaciłam...

Nie dziwię się ludziom, że tak zareagowali jak się dowiedzieli co o nich myślisz. Jaki hejt Kinga??? Przeczytaj sobie jeszcze raz swój wpis i postaw się na miejscu tych ludzi. Pojechałaś po nich i z wyobrażałaś wszystkich. A ty mi piszesz, że poszedł hejt po tobie. To, że ktoś wkleił zdjęcie na FB i sarkastycznie odpisał to jeszcze nie był hejt w porównaniu z Twoim wpisem. I co robisz...jak szesnastolatka blokujesz wszystkich na FB? W tym mnie a sama twierdzisz, że nic do mnie nie masz. Coś tutaj jest nie tak? A jeszcze na dzień przed biegiem ludzie Cię wspierali na FB wpisując pozytywne komentarze. Nawet na trasie Cię dopingowali, nie wiedząc jeszcze co tak naprawdę o nich myślisz. I ty się dziwisz, że tak zareagowali? Rozumiem, że w ten sposób chciałaś się ze wszystkimi pożegnać i podziękować im za wspólne wyjazdy i treningi.

Sarkastyczny wpis na fb nie jest hejtem ;) Jest zatem zapewne obiektywną opinią...
Na trasie w Krynicy dopingowali mi brat z mamą, mój facet i znajomi z maratonu w Dębnie ;-)

Ostatnia sprawa. Kinga najwięksi mistrzowie świata mają więcej pokory. To ile osiągnęłaś uważam, że w 90% jest zasługą innych ludzi i nie mam tutaj na myśli siebie. Przypomnij sobie jak zaczynałaś. Ile osób Cię dopingowało i ile osób Cię wspierało. Pamiętam mnóstwo sytuacji jak ci coś nie wychodziło, ty się załamywałaś, ale inni cię motywowali. A ty ich wyzywasz od Attention whore?i obrażasz pisząc, że uprawiają biegactwo? Tak im się odwdzięczasz? Co więcej nie rozumiem czemu odbierasz ludziom radość z treningów i drobnych sukcesów. Rozumiem, że teraz 5 km nie robi na tobie już wrażenia, ale dla kogoś może to być ogromny sukces. Od tych 5 km, które ktoś wrzuca na FB może zacząć się coś więcej. Przypomnij sobie jak ty przebiegłaś swoje pierwsze 5 km. Teraz twój wpis wygląda tak jakbyś uważała się za kogoś lepszego. Jednak najlepsze w tym wszystkim jest to, że dokładnie tak samo robiłaś na początku…

Tja, bo to inni ludzie chodzili za mnie na treningi i dawali za siebie wszystko, przygotowywali mi posiłki, brali udział w szkoleniach, biegali w słońcu, w deszczu, na mrozie, w czasie delegacji... to może przeczytaj tego bloga od zarania jego dziejów...
Zaczynałam na zumbie, tego nie da się zapomnieć ;)
Przypominam sobie, że pierwsze wpisy o moich biegach (a było to więcej niż 5 km) pojawiały się na BeFit24, bo nie miałam wtedy pojęcia o aplikacjach typu Endomondo czy Runtastic...
Moje pierwsze 5 km przebiegłam po Spartan Race Super w Valcy... ;)

Kinga

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Moje 3 TRIFECTY Spartan Race

SPARTAN RACE - SUPER Valča 7/5/2014


SPARTAN RACE - SPRINT Krynica Zdrój 8/30/2014


SPARTAN RACE - BEAST Donovaly 9/13/2014



SPARTAN RACE - SPRINT Hungaroring 4/18/2015


SPARTAN RACE - SUPER  Krynica Zdrój 8/1/2015


SPARTAN RACE - BEAST Tatranská Lomnica 9/6/2015


SPARTAN RACE - SPRINT Praha 4/23/2016


SPARTAN RACE - SUPER  Kouty 5/28/2016


SPARTAN RACE - BEAST Krynica Zdrój 7/23/2016


Pokonane kilometry i przeszkody, zrobione burpeesy na pewno mnie wzmocniły... fizycznie i psychicznie... Czas podnieść sobie poprzeczkę i spróbować swoich sił w dyscyplinie składającej się z 3 sportów. Taki mam cel na przyszły rok.

Kinga

poniedziałek, 25 lipca 2016

Moja trzecia TRIFECTA - Spartan Race Beast w Krynicy Zdrój

Po starcie w Koutach założyłam sobie pierwszą dziesiątkę w kategorii open kobiet jako cel na Krynicę i... udało się... :)



Miałam startować o 9:30, ale w ostatniej chwili zdecydowałam się na zmianę o 15 minut - na 9:45. Chodziło o to, żeby pobiec bez niepotrzebnej spiny, poza grupą, w swoim tempie, żeby nie przypalić się już na samym początku. Miałam do osiągnięcia konkretny cel. Przez ostatnie dwa miesiące (7 tygodni) intensywnie trenowałam, żeby się do niego zbliżyć. Wykorzystałam każdą okazję, żeby pobiegać w terenie urozmaiconym, niezależnie od pogody i opłacało się.
W sumie, przygotowując się do mojego ostatniego Spartana, przebiegłam 290,36 km (+4,64 km nordic walking), zaliczyłam 12 godzin spinningu, 13 godzin treningu TRX, 7 godzin na basenie i jeden trening funkcjonalny.


Na śniadanie zjadłam omleta z trzech jaj, z rodzynkami i żurawiną. Na trasę miałam przygotowane snickersy. Postanowiłam odpuścić sobie żele i tym podobne dopalacze. Co ma być to będzie... podobno...
Przed biegiem zrobiłam obowiązkową rozgrzewkę i ustawiłam się na starcie, nie przy samej taśmie jak to zwykle bywało, ale całkiem z tyłu. Ruszyłam na pełnym luzie, ze świadomością dwudziestu kilku kilometrów w górach i... czekających na mnie przeszkód...
Nie wiem dlaczego na początku miałam problem z wyrównaniem oddechu, może to adrenalina, a może jednak zbyt intensywne tempo marszu. W każdym razie po jakiś dwóch kilometrach w końcu się udało. Jakoś wtedy wyprzedziłam pierwsze osoby z fali, która startowała o 9:30. Gdzieś na czwartym kilometrze minęłam kolejne i się jakoś potoczyło. Fajnie się biegnie ze świadomością piętnastominutowej przewagi. Wiadomo, że wtedy głowa inaczej pracuje.
Dodatkowej motywacji dodało mi to, że po raz kolejny udało mi się wejść na linę. Miałam problem, żeby się na niej zawiesić, bo nogi mi się jakoś dziwnie ślizgały, ale się zaparłam. W połowie długości stwierdziłam, że nie ma bata, nie będę tu robić burpees, podciągnęłam się do samej góry i uderzyłam w dzwonek jak należy. Starałam się bardzo ostrożnie zjechać w dół, ale i tak nie obeszło się bez zadrapań na łydce... this is Sparta ;)
Bez pomocy facetów zdobyłam wszystkie ścianki i z tego też jestem dumna. Myślę, że tu zaowocowały ćwiczenia rąk i pleców na TRXie. Standardowo nie zaliczyłam małpich gajów, ale na to byłam psychicznie i fizycznie przygotowana.
W sumie zrobiłam 150 burpees, co daje 1450 burpees, gdyby zsumować moje wszystkie starty.
Momentami chciało mi się śpiewać, na przykład podczas długiego podejścia na Jaworzynę i na którymś zbiegu. Na zbiegach ciągle przypominały mi się słowa mojego kolegi Janusza - nisko na nogach, usiądź na d... - najważniejsze, że zadziałało...
Dużo czasu straconego na przeszkodach nadrobiłam biegnąć potokiem. Tam gdzie inni uważali, ja poszłam na całość i dzięki temu wyprzedziłam całkiem sporo osób.
Pierwszy raz mi się zdarzyło, że nie mogłam jeść. Przebiegłam tego Spartana na wodzie i Oshee. Można? No pewno, że można... Dopiero w drodze powrotnej w samochodzie zjadłam dwa duże kotlety... aż mi się uszy trzęsły...
Przez ten bieg na głodnego miałam trochę słabszą końcówkę. Nastawiłam się na kolejne 30 burpees na palikach, ale dzięki motywacji wolontariusza udało mi się zaliczyć tę przeszkodę i miałam kolejny powód do dumy.
Ostatnie podejście będę chyba pamiętać do końca życia i jak zobaczyłam te worki z piaskiem, to myślałam, że padnę i nie dobiegnę do mety. Na szczęście tuż obok zobaczyłam kolegę z maratonu w Dębnie i to mi jakoś dodało sił.
Wiem, że wrzeszczałam, jak biegłam w stronę mety... adrenalina i radość, że to już koniec...
Na trasie miałam fantastyczne wsparcie ze strony moich najbliższych. Dziękuję Wam za to!! Za wsparcie słowem i wodą... za każde "świetnie Ci idzie" dziękuję!!


A wczoraj w ramach odpoczynku fizycznego przełamywałam strach przed wodą na akwenie otwartym i było super!! :)
Dziś potruchtałam dla rozluźnienia mięśni i powoli zaczynam myśleć o kolejnym celu majaczącym na horyzoncie - maratonie w Essen w październiku.
Trzeba chcieć, a chcieć to móc!!

Kinga

piątek, 22 lipca 2016

Jutro obudzę w sobie bestię ;)

Ależ ten czas szybko leci, dopiero co byliśmy w Koutach, a już jutro startujemy w Krynicy. Na pewno nie będzie łatwo. Wygląda na to, że będzie dość ciepło. Organizator zapewnił, że na trasie będzie kilka stacji z wodą... zobaczymy...
Czy jestem przygotowana? Psychicznie i biegowo na pewno tak, siłowo - nie wiem. Ostatnio chodziłam tylko na trx, ale mam nadzieję, że wytrenowałam się na tyle, żeby bez problemu pokonać większość przeszkód.
Motywacji mi nie brakuje i jestem nastawiona na dobrą zabawę, a tu już połowa sukcesu.


Zaopatrzyłam się w bukłak na wodę i snickersy. Dodatkowo na trasie będzie mnie wspierać rodzina. Czy trzeba czegoś więcej? ;)
Nie mogę się doczekać... AROO!!

Kinga

niedziela, 17 lipca 2016

Bude ako nebolo... Oravaman...

Kolejny trening przed zbliżającym się wielkimi krokami Spartan Beast w Krynicy zaliczony...
Tym razem kibicowałam na zawodach Oravaman i przy okazji udało mi się zrobić ponad 16,5 km marszobiegu połączonego z bieganiem. No i co z tego, że padało?


Nie jestem z cukru, więc się nie roztopiłam ;)
Za to chłopcy spisali się na medal, bo w klasyfikacji sztafet męskich zajęli drugie miejsce :) Co raz bardziej mnie kusi, żeby samej spróbować. Start w takich zawodach i na dodatek w mało sprzyjających warunkach atmosferycznych, to jest dopiero wyczyn. Oj kusi...

Kinga

niedziela, 10 lipca 2016

Weekendowe wybieganie

Po tygodniowym odpoczynku przyszła pora powrotu do regularnych treningów. W tym tygodniu udało mi się zrobić wszystko zgodnie z planem.
W poniedziałek biegałam z Grupą Biegową Com Com Zone Nowa Huta (prawie 12 km). We wtorek i czwartek byłam na spinningu i na trx, a w piątek i sobotę znowu biegałam. Dodatkowo w sobotę udało mi się zaliczyć basen. Kraul idzie mi coraz lepiej i co najważniejsze... w wodzie nie brakuje mi pewności siebie...

Piątkowa trasa - Łąki Nowohuckie:


W sobotę dostałam niezły wycisk. Miało być 13 km, a wyszło 15 km w urozmaiconym terenie, z dwoma długimi i dość mocnymi podbiegami (różnica wysokości ponad 300 m).



Tak właśnie wyglądają przygotowania do mojego ostatniego Spartana, który już za dwa tygodnie. Wiem, że jestem dobrze przygotowana, psychicznie i fizycznie, ale po drodze wszystko może się zdarzyć. Usłyszałam ostatnio fajne słowa. Sportowiec powinien się cieszyć z samego faktu wzięcia udziału w zawodach, porażkę przyjąć z pokorą i uśmiechem, starać się wyciągnąć z niej wnioski.

Dziś odpoczywam, myślę że zasłużyłam ;)

Kinga

niedziela, 3 lipca 2016

6. Essener Firmenlauf i VIII Międzynarodowy Bieg Górski Limanowa Forrest

To był bardzo intensywny tydzień, choć godzinowo zrobiłam mniej treningów niż zwykle.
W środę startowałam w biegu na dystansie 5 kilometrów w Essen (Niemcy) i udało mi się dobiec do mety z bardzo dobrym czasem 00:22:19. Zajęłam 47 miejsce w kategorii kobiet (na 3261).



Natomiast dziś zrobiłam fajny trening pod zbliżającego się dużymi krokami Spartana w Krynicy. Limanowa Forrest jest niemałym wyzwaniem, mimo że bieg ma dystans niespełna 7 km.



Przewyższenie wynosi 360 m. Trzeba podejść do startu z głową i nie narzucić sobie zbyt intensywnego tempa na samym początku. Dziś warunki były szczególne, bo padał deszcz. Nie piszę, że było ciężko, bo nie było. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że moją słabą stroną są zbiegi. Wiem nad czym muszę popracować.
Start w Krynicy za trzy tygodnie. Jest jeszcze trochę czasu, żeby się przygotować, fizycznie i psychicznie. Wiem, że jestem w dobrej formie i na pewno będę się świetnie bawić.

Kinga

niedziela, 26 czerwca 2016

NIDEC VIII Bieg w Pogoni za Żubrem

Tym razem organizator stanął na wysokości zadania. Trasa była świetnie oznaczona, były taśmy, strzałki namalowane na asfalcie i wolontariusze w odpowiednich miejscach.


Czego organizator nie mógł przewidzieć, to że pogoda da nam do wiwatu.
Do Niepołomic dotarłam około 11.00, w sam raz żeby odebrać pakiet startowy i oddać rzeczy do depozytu. Upał nie z tej ziemi, ale to wiemy nie od wczoraj ;) W sumie nie było kolejek, za wyjątkiem kolejki do toalety, ale to standard przy tego typu imprezach.
Wystartowaliśmy z około 4-minutowym opóźnieniem i zaraz po wybiegnięciu z Niepołomic zobaczyliśmy ciemne chmury. Ktoś rzucił hasło, że będzie burza.
Około 4 kilometra dopadła mnie kolka w swoim skrajnym wydaniu. Pomyślałam... oh no, not again... ;) Zrobiłam coś innego niż zwykle, zatrzymałam się i zrobiłam głęboki skłon. Utrzymała te pozycję przez kilkanaście sekund, wyprostowałam się i spróbowałam biec dalej. Zadziałało, ale biegłam już nieco asekuracyjnie.
Na około 5 km zaczęło kropić, a potem coraz bardziej padać. Burza w lesie i ja z telefonem komórkowym, hm... No ale trzeba było biec dalej. Momentami czuło się coś jakby atmosferę grozy, bo było dosyć ciemno. Nie wiem dokładnie, w którym momencie rozpadało się na dobre. W takim deszczu jeszcze nie biegłam. Na jednym podbiegu zwolniłam do marszu i czułam jak deszcz bardzo mocno uderza w moją skórę, prawie jakby się w nią wbijał. Nigdy nie pomyślałabym, że deszcz może boleć. To już nie była walka o dobry czas, ale walka o to, żeby w ogóle dobiec do mety. I wiem, że nie byłam jedyną osobą, która tę walkę ze sobą toczyła...
Gdy deszcz nieco zelżał biegło się już zdecydowanie lepiej, a nowet można powiedzieć, że całkiem przyjemnie.
W sumie jestem zadowolona z wyniku 1:22:25 na dystansie 15,24 km, a co najważniejsze mam za sobą bardzo dobry trening przed lipcowym startem w Krynicy. Co mnie tam może zaskoczyć? Upał? Deszcz? Chyba tylko śnieg albo grad ;)


Teraz zasłużony odpoczynek... przed jutrzejszym treningiem. W planach mam trx i spinning.

Kinga

Ps. Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto robić długie wybiegania. Dzięki nim można się nauczyć walczyć z kolką albo biegać z nią.
5.10.15 długie wybiegania