Hm... albo raczej w poszukiwaniu trasy, ale od początku...
Do Krakowa wróciłam w sobotę późnym wieczorem. Jakoś udało mi się ogarnąć rzeczy i z myślą o biegu następnego dnia dość wcześniej położyłam się spać.
W niedzielę obudziłam się po 7 i ze zmartwieniem stwierdziłam, że w ogóle nie mam apetytu. Wcisnęłam w siebie shake proteinowy, a na wynos przygotowałam płatki owsiane z rodzynkami, pestkami dyni i słonecznika. Coś niecoś z tego dziabnęłam przed 10, bo że zjadłam to raczej nie mogę powiedzieć. Oczywiście wiedziałam, że to się może skończyć osłabieniem w trakcie biegu, zwłaszcza że nie miałam przy sobie żadnego żelu ani batona, ale mocno liczyłam na izotoniki od organizatora.
Odebrałam pakiet startowy, koszulkę i spokojnie doczekałam do 12. Przed startem zrobiłam krótką rozgrzewkę. Na początku biegło mi się nawet dość fajnie, choć myślę, że narzuciłam zbyt szybkie tempo. Powtarzałam sobie w myślach "spokojnie, w swoim tempie... i co z tego, że oni cię wyprzedzają". Konsternacja nastąpiła tuż przed 5 km. Okazało się, że dalej nie ma trasy... to znaczy gdzieś tam była, ale jakiś dowcipniś przewiesił taśmę i kompletnie nie wiedzieliśmy gdzie mamy biec. Nasze rozkminy świetnie widać na mapce:
Kiedy już w końcu udało nam się wbiec na 7 km, część osób stwierdziła, że nie ma się co wysilać, bo i tak całą klasyfikację o kant d... rozbić. Ja pomyślałam, że wszystko jedno, że to jest okazja, żeby sprawdzić samego siebie i pocisnęłam dalej. I tak mniej więcej do 12 km biegło mi się bardzo dobrze, a potem dopadła mnie kolka. Dzień dobry Wieeeetnam... koszmar jakiś, a na dodatek zaczęła poddawać się głowa. No bo skoro bez klasyfikacji, to po co się męczyć, a nie lepiej po prostu iść, przecież to tak okropnie boli. Momentami jęczałam i wcale się tego nie wstydzę. Biegłam, albo raczej kuśtykałam dalej. Po jakimś kilometrze ból nieco zelżał i mogłam już w miarę normalnie biec.
Powiem tak, jak na wymuszoną przerwę na szukanie trasy i chwilowe zwolnienie tempa spowodowane kolką, to i tak miałam całkiem niezły czas. Ostatnie 3 km biegliśmy w dość intensywnym deszczu i to wcale nie było przyjemne. Najważniejsze, że głowa stanęła na wysokości zadania i się nie poddała.
W pakiecie pobiegowym dostaliśmy drożdżwkę, jabłko i banana. Owoce, to rozumiem, ale drożdżówka... albo cięcia kosztów, albo niewiedza...
W ramach rekompensaty organizator obiecał nam 50% rabatu na bieg w przyszłym roku. Zobaczymy. czy dotrzyma słowa.
Nie żałuję udziału w biegu, nawet jeśli trochę mi brakło do tych 15 km. W przyszłym roku spróbuję ponownie, a że się dopiero rozkręcam, jest szansa na dobry czas.
Tymczasem za tydzień Limanowa Forrest i to dopiero będzie prawdziwe górskie wyzwanie ;)
Kinga
poniedziałek, 29 czerwca 2015
sobota, 27 czerwca 2015
5. Essener Firmenlauf
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Właśnie wróciłam z kilkudniowego pobytu w Zagłębiu Rury, Było ciekawie i intensywnie, nie powiem, ale cieszę się, że już jestem w moim ukochanym Krakowie.
Wyjazd był częściowo prywatny, częściowo służbowy. Fajnie jest, kiedy można połączyć przyjemne z pożytecznym.
W środę wzięłam udział w biegu firmowym. Co prawda dystans nie był długi, bo zaledwie 5,1 km, ale za to mogę się pochwalić bardzo dobrym wynikiem. W biegu uczestniczyło ponad 8300 osób. Atmosfera była nie do opisania, a kibice tacy, jakich Kraków może tylko pozazdrościć...i tu nie żartuję...
Miałam dużą presję, bo przez cały dzień koledzy z pracy wypytywali, w jakim czasie zamierzam dotrzeć do celu. Chlapnęłam, że spróbuję poniżej 25 minut i musiałam być konsekwentna. Ten typ tak ma ;)
W czwartek byłam w sklepie dla biegaczy i zrobiłam sobie "Laufanalyse", w wyniku której nabyłam nowe buty. Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem zakupu i w końcu go urealniłam.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym od razu nie wypróbowała nowego nabytku. Buty spisały się na medal.
A jutro kolejne wyzwanie, bo w "Pogoni za Żubrem" pobiegnę 15 km... byle do mety :)
Kinga
Wyjazd był częściowo prywatny, częściowo służbowy. Fajnie jest, kiedy można połączyć przyjemne z pożytecznym.
W środę wzięłam udział w biegu firmowym. Co prawda dystans nie był długi, bo zaledwie 5,1 km, ale za to mogę się pochwalić bardzo dobrym wynikiem. W biegu uczestniczyło ponad 8300 osób. Atmosfera była nie do opisania, a kibice tacy, jakich Kraków może tylko pozazdrościć...i tu nie żartuję...
Miałam dużą presję, bo przez cały dzień koledzy z pracy wypytywali, w jakim czasie zamierzam dotrzeć do celu. Chlapnęłam, że spróbuję poniżej 25 minut i musiałam być konsekwentna. Ten typ tak ma ;)
W czwartek byłam w sklepie dla biegaczy i zrobiłam sobie "Laufanalyse", w wyniku której nabyłam nowe buty. Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem zakupu i w końcu go urealniłam.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym od razu nie wypróbowała nowego nabytku. Buty spisały się na medal.
A jutro kolejne wyzwanie, bo w "Pogoni za Żubrem" pobiegnę 15 km... byle do mety :)
Kinga
niedziela, 14 czerwca 2015
Weekend nad Zalewem Czorsztyńskim
To był fantastyczny weekend...
W sobotę rano, tuż po śniadaniu, pojechaliśmy do Niedzicy. Dostałam kajak, wiosło, kapok i krótką instrukcję, jak się pływa i steruje kajakiem. Na początku trochę się bałam, ale że z całej instrukcji najbardziej utkwiło mi w pamięci "nie panikować", więc strach szybko minął i zaczęła się zabawa. Bardzo szybko opanowałam technikę, sama byłam zaskoczona... Przepłynęłam jakieś 3 km i nawet będąc na środku jeziora, czułam się pewnie i bezpiecznie. Spodobało mi się i przy najbliższej okazji zamierzam to powtórzyć. Może uda się zrobić jakąś wycieczkę krajoznawczą wzdłuż brzegów jeziora...
Dzisiaj obejrzałam na żywo mecz piłki nożnej amatorów, a wieczorem biegałam. Kolejne zawody już za dwa tygodnie, więc trzeba trenować.
Zaczyna mi brakować pomysłów, gdzie biegać, a nie ma nic gorszego niż nudna oblatana trasa... No i trzeba sobie podnieść poprzeczkę, ale to już niedługo, bo 5 lipca bieg Limanowa Forrest.
Forrest Limanowa
Kocham biegać!! :)
Kinga
W sobotę rano, tuż po śniadaniu, pojechaliśmy do Niedzicy. Dostałam kajak, wiosło, kapok i krótką instrukcję, jak się pływa i steruje kajakiem. Na początku trochę się bałam, ale że z całej instrukcji najbardziej utkwiło mi w pamięci "nie panikować", więc strach szybko minął i zaczęła się zabawa. Bardzo szybko opanowałam technikę, sama byłam zaskoczona... Przepłynęłam jakieś 3 km i nawet będąc na środku jeziora, czułam się pewnie i bezpiecznie. Spodobało mi się i przy najbliższej okazji zamierzam to powtórzyć. Może uda się zrobić jakąś wycieczkę krajoznawczą wzdłuż brzegów jeziora...
Dzisiaj obejrzałam na żywo mecz piłki nożnej amatorów, a wieczorem biegałam. Kolejne zawody już za dwa tygodnie, więc trzeba trenować.
Zaczyna mi brakować pomysłów, gdzie biegać, a nie ma nic gorszego niż nudna oblatana trasa... No i trzeba sobie podnieść poprzeczkę, ale to już niedługo, bo 5 lipca bieg Limanowa Forrest.
Forrest Limanowa
Kocham biegać!! :)
Kinga
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Men Expert Survival Race
Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce...czyli krótko mówiąc w niedzielę w ogóle nie miałam ochoty startować w żadnym biegu z przeszkodami. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam aż tak zdemotywowana, ale pojechałam... Na miejscu spotkałam ludzi z klubu, m. in. dwóch trenerów i zrobiło mi się trochę lepiej. Koniec końców wystartowałam.
Z nieba lał się niemiłosierny żar, więc na początku biegłam spokojnie, swoim tempem. Przy którejś z początkowych przeszkód dogoniłam znajome i potem tak jakoś mi się pobiegło. Dziękowałam sobie w duchu za wszystkie dotychczasowe starty, które zmotywowały mnie do treningów. Efekty były niemalże namacalne. Bardzo szybko dogoniłam kolegę, który ma za sobą kilka ukończonych maratonów i potem biegliśmy już razem. Było extra!! Dopingowaliśmy się nawzajem. Kilka przeszkód pokonaliśmy wspólnie. W pojedynkę byłoby to raczej niewykonalne. Tym razem najbardziej podobały mi się przeszkody z wodą, bo w tym upalnym dniu przynosiły nieopisaną ulgę. Było kilka nowości, m. in. przebieganie pomiedzy kablami pod napięciem i przechodzenie po linie nad wodą. Kilka razy prosiłam gapiów o łyk wody. W ludziach jest jednak empatia, nikt mi nie odmówił.
Pokonanie całej 10-kilometrowej trasy zajęło mi 1:16:49 h. Jestem bardzo zadowolona z tego wyniku. Biorąc pod uwagę początkowy brak motywacji i nieznośny upał, uważam że jest to bardzo dobry wynik. Pochwalę się jeszcze, że pierwszy raz w historii moich biegów wyczynowych udało mi się wejśc po linie :)
Organizacyjnie impreza była bez zarzutu. Jedynym niedociągniecięm była jedna jedyna stacja z wodą na trasie. Zamiast medali dostaliśmy nieśmiertelniki. Nie wiem, czyj to był pomysł, ale trafiony w dziesiątkę.
Przez najbliższe dwa tygodnie odpoczywam, w cudzysłowiu, bo oczywiśnie nie zamierzam odpuszczać treningów. Kolejny ważny start 28 czerwca, 15 km w Puszczy Niepołomickiej, a potem już tylko odliczanie do kolejnego Spartana. Aroo!!
Kinga
Z nieba lał się niemiłosierny żar, więc na początku biegłam spokojnie, swoim tempem. Przy którejś z początkowych przeszkód dogoniłam znajome i potem tak jakoś mi się pobiegło. Dziękowałam sobie w duchu za wszystkie dotychczasowe starty, które zmotywowały mnie do treningów. Efekty były niemalże namacalne. Bardzo szybko dogoniłam kolegę, który ma za sobą kilka ukończonych maratonów i potem biegliśmy już razem. Było extra!! Dopingowaliśmy się nawzajem. Kilka przeszkód pokonaliśmy wspólnie. W pojedynkę byłoby to raczej niewykonalne. Tym razem najbardziej podobały mi się przeszkody z wodą, bo w tym upalnym dniu przynosiły nieopisaną ulgę. Było kilka nowości, m. in. przebieganie pomiedzy kablami pod napięciem i przechodzenie po linie nad wodą. Kilka razy prosiłam gapiów o łyk wody. W ludziach jest jednak empatia, nikt mi nie odmówił.
Pokonanie całej 10-kilometrowej trasy zajęło mi 1:16:49 h. Jestem bardzo zadowolona z tego wyniku. Biorąc pod uwagę początkowy brak motywacji i nieznośny upał, uważam że jest to bardzo dobry wynik. Pochwalę się jeszcze, że pierwszy raz w historii moich biegów wyczynowych udało mi się wejśc po linie :)
Organizacyjnie impreza była bez zarzutu. Jedynym niedociągniecięm była jedna jedyna stacja z wodą na trasie. Zamiast medali dostaliśmy nieśmiertelniki. Nie wiem, czyj to był pomysł, ale trafiony w dziesiątkę.
Przez najbliższe dwa tygodnie odpoczywam, w cudzysłowiu, bo oczywiśnie nie zamierzam odpuszczać treningów. Kolejny ważny start 28 czerwca, 15 km w Puszczy Niepołomickiej, a potem już tylko odliczanie do kolejnego Spartana. Aroo!!
Kinga
sobota, 6 czerwca 2015
Gorce
Korzystając z pięknej pogody, wybrałyśmy się z koleżanką na wycieczkę w Gorce. Pojechałyśmy do Lubomierza i stamtąd niebieskim szlakiem poszłyśmy na Gorc, dalej zielonym na Przysłop Dolny i Gabrowską Dużą, a na koniec zółtym dotarłyśmy do schroniska na Turbaczu.
Na powrotną drogę wybrałyśmy zielony szlak prowadzący do Kowańca.
Pogoda wymarzona na górskie eskapady, choć momentami słońce mocno przyświecało nam w twarz. Pokonanie całej trasy zajęło około 6 godzin, łącznie z przerwą na posiłek w schronisku. Po drodze udało mi się zrobić kilka naprawdę fajnych zdjęć.
Już się nie mogę doczekać kolejnego wypadu w góry!! Im szybciej, tym lepiej...
Kinga
piątek, 5 czerwca 2015
Jest cel, motywacja, czas żeby się przygotować...
...i nawet trener się znalazł.
Z głupia frant poszłam dziś na spinning. Okazało się, że byłam jedyną osobą zdesperowaną na tyle, żeby trenować w słoneczne piątkowe popołudnie, a może to ten długi weekend... W każdym razie miałam trening personalny i dostałam niezły wycisk...
Na wstępie trener zapytał mnie, jaki mam cel, więc odpowiedziałam, że triathlon za rok. Podłapał temat, czego się raczej nie spodziewałam. Jakby się nagle stało oczywiste, że będę przychodzić do niego na treningi. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że właśnie będę. Instruktor zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Po pierwsze tym, że zaczął od skorygowania mojej postawy, po drugie - wiedzą na temat anatomii, po trzecie tym, że potrafi zmotywować i że się od razu zaangażował w mój osobisty cel. Chyba właśnie taki powinien być trener.
To nie był mój pierwszy trening na rowerze, ale momentami było mi ciężko. Dziś nie było zmiłuj, Jak trener powiedział, żebym zwiększyła opór, to musiałam to zrobić. Wiem, że jutro będę czuła nogi, co może nie jest zbyt pozytywną wiadomością, zwłaszcza że wybieram się w góry. Po przyjściu do domu zrolowałam obolałe mięśnie w nadziei, że może jednak nie będzie tak tragicznie. Z resztą taki dostałam przykaz.
Teraz krótko na temat przeznaczenia, dziwnych zbiegów okoliczności i nie ma tego złego...
Moja ulubiona instruktorka wyjeżdża z kraju. Na horyzoncie pojawił się nowy cel treningowy. Poznałam kogoś, kto mnie bardzo motywuje do realizacji tego celu. Może to jakiś znak? Już od jakiegoś czasu myślałam o tym, żeby zmienić plan treningowy i to jest chyba właśnie ten moment. Z części zajęć na pewno nie zrezygnuję, bo za bardzo je lubię, ale zdecydowana większość będzie z myślą o nowym celu, czyli tri...
Poniedziałek - Spartan Challenge
Wtorek - bieganie z Running Team
Środa - basen
Czwartek - Spartan Camp, Endurance
Piątek - Indoor Cycling Low
Sobota - TRX, Spartan Run
Niedziela - basen
Zobaczymy, jakie będą efekty. Mam mnóstwo czasu, żeby się o tym przekonać i ewentualnie zmodyfikować mój plan.
Kinga
Z głupia frant poszłam dziś na spinning. Okazało się, że byłam jedyną osobą zdesperowaną na tyle, żeby trenować w słoneczne piątkowe popołudnie, a może to ten długi weekend... W każdym razie miałam trening personalny i dostałam niezły wycisk...
Na wstępie trener zapytał mnie, jaki mam cel, więc odpowiedziałam, że triathlon za rok. Podłapał temat, czego się raczej nie spodziewałam. Jakby się nagle stało oczywiste, że będę przychodzić do niego na treningi. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że właśnie będę. Instruktor zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Po pierwsze tym, że zaczął od skorygowania mojej postawy, po drugie - wiedzą na temat anatomii, po trzecie tym, że potrafi zmotywować i że się od razu zaangażował w mój osobisty cel. Chyba właśnie taki powinien być trener.
To nie był mój pierwszy trening na rowerze, ale momentami było mi ciężko. Dziś nie było zmiłuj, Jak trener powiedział, żebym zwiększyła opór, to musiałam to zrobić. Wiem, że jutro będę czuła nogi, co może nie jest zbyt pozytywną wiadomością, zwłaszcza że wybieram się w góry. Po przyjściu do domu zrolowałam obolałe mięśnie w nadziei, że może jednak nie będzie tak tragicznie. Z resztą taki dostałam przykaz.
Teraz krótko na temat przeznaczenia, dziwnych zbiegów okoliczności i nie ma tego złego...
Moja ulubiona instruktorka wyjeżdża z kraju. Na horyzoncie pojawił się nowy cel treningowy. Poznałam kogoś, kto mnie bardzo motywuje do realizacji tego celu. Może to jakiś znak? Już od jakiegoś czasu myślałam o tym, żeby zmienić plan treningowy i to jest chyba właśnie ten moment. Z części zajęć na pewno nie zrezygnuję, bo za bardzo je lubię, ale zdecydowana większość będzie z myślą o nowym celu, czyli tri...
Poniedziałek - Spartan Challenge
Wtorek - bieganie z Running Team
Środa - basen
Czwartek - Spartan Camp, Endurance
Piątek - Indoor Cycling Low
Sobota - TRX, Spartan Run
Niedziela - basen
Zobaczymy, jakie będą efekty. Mam mnóstwo czasu, żeby się o tym przekonać i ewentualnie zmodyfikować mój plan.
Kinga
wtorek, 2 czerwca 2015
niedziela, 31 maja 2015
Biegam, bo co mi zostało...
Dopadła mnie jakaś wstrętna, paskudna infekcja żołądkowa i nie mogę trenować. Próbowałam w czwartek, ale skończyło się marnie. Pozostało mi tylko bieganie, bo tę formę aktywności mój żołądek jakoś w miarę toleruje. Na szczęście towarzystwo dopisało... dziękuję Ci Aniu... jak zwykle pocisnęłaś i z "trochę pobiegamy" zrobiło się prawie 10 km <3
Nie pamiętam kiedy ostatnio tak smakowała mi herbata. Prawie w ogóle jej nie piję, a dziś wsysnełam ponad litr ;) Dziwna ta infekcja...
Kinga
Nie pamiętam kiedy ostatnio tak smakowała mi herbata. Prawie w ogóle jej nie piję, a dziś wsysnełam ponad litr ;) Dziwna ta infekcja...
Kinga
poniedziałek, 25 maja 2015
Weekend pod Tatrami
Mam za sobą kolejny udany wyjazd weekendowy, powtórka z marca.
Z Krakowa wyjechałyśmy w piątek tuż po 15 i po około 2,5 godziny byłyśmy na miejscu, czyli w Poroninie. Trafiło mi się doborowe towarzystwo, z resztą pozostali uczestnicy wypadu też okazali się bardzo sympatyczni.
Pierwszego dnia zrobiliśmy tylko lekki trening obwodowy i mobility, bo czekała nas bardzo intensywna sobota.
Po śniadaniu wyruszyliśmy całą grupą do Kuźnic. Kilku śmiałków, w tym ja, zdecydowało się pobiec nad Czarny Staw, a pozostali mieli do nas dołączyć w swoim tempie. W sumie, to poza tym długim stromym podejściem na żółtym szlaku, biegliśmy cały czas. Po wbiegnięciu na niebieski szlak musieliśmy nieco zwolnić, bo w niektórych miejscach leżał jeszcze śnieg. Za to zbieg zrobiliśmy w rekordowym tempie. Chyba bardziej niż z mojej kondycji (wyszło około 15,7 km), zadowolona jestem z butów, które stanęły na wysokości zadania. Ani raz się nie pośliznęłam, a droga powrotna prowadziła przez las, po mokrych kamieniach i błocie. Dostałam też pochwałę od trenera, a to motywuje do jeszcze intensywniejszych treningów.
Wieczorem zrobiliśmy burpees challenge w grupach, stretching i pojechaliśmy na termy do Szaflar. Nie ma to jak wymoczyć się w ciepłej wodzie po intensywnym dniu treningowym. To była wisienka na torcie.
Jeśli ktoś myśli, że w niedzielę odpoczywaliśmy, to jest w błędzie. Po śniadaniu zrobiliśmy trening obwodowy, taką małą rywalizację w grupach, a potem mieliśmy jeszcze grę terenową (około 3 km marszu z kompasem, gps'em i zadaniami do wykonania).
Wyjazd był super. Mieliśmy zakwaterowanie w 4-osobowych pokojach i każdego dnia pyszne, zdrowe posiłki. Organizatorzy wyjazdu (JJ Fit Trening Personalny http://www.treningkrakow.pl/) zadbali o każdy szczegół i o to, żeby nam się nie nudziło. Jeśli tylko trafi się kolejna okazja, żeby z nimi pojechać, to ja na pewno skorzystam.
Kinga
Z Krakowa wyjechałyśmy w piątek tuż po 15 i po około 2,5 godziny byłyśmy na miejscu, czyli w Poroninie. Trafiło mi się doborowe towarzystwo, z resztą pozostali uczestnicy wypadu też okazali się bardzo sympatyczni.
Pierwszego dnia zrobiliśmy tylko lekki trening obwodowy i mobility, bo czekała nas bardzo intensywna sobota.
Po śniadaniu wyruszyliśmy całą grupą do Kuźnic. Kilku śmiałków, w tym ja, zdecydowało się pobiec nad Czarny Staw, a pozostali mieli do nas dołączyć w swoim tempie. W sumie, to poza tym długim stromym podejściem na żółtym szlaku, biegliśmy cały czas. Po wbiegnięciu na niebieski szlak musieliśmy nieco zwolnić, bo w niektórych miejscach leżał jeszcze śnieg. Za to zbieg zrobiliśmy w rekordowym tempie. Chyba bardziej niż z mojej kondycji (wyszło około 15,7 km), zadowolona jestem z butów, które stanęły na wysokości zadania. Ani raz się nie pośliznęłam, a droga powrotna prowadziła przez las, po mokrych kamieniach i błocie. Dostałam też pochwałę od trenera, a to motywuje do jeszcze intensywniejszych treningów.
Wieczorem zrobiliśmy burpees challenge w grupach, stretching i pojechaliśmy na termy do Szaflar. Nie ma to jak wymoczyć się w ciepłej wodzie po intensywnym dniu treningowym. To była wisienka na torcie.
Jeśli ktoś myśli, że w niedzielę odpoczywaliśmy, to jest w błędzie. Po śniadaniu zrobiliśmy trening obwodowy, taką małą rywalizację w grupach, a potem mieliśmy jeszcze grę terenową (około 3 km marszu z kompasem, gps'em i zadaniami do wykonania).
Wyjazd był super. Mieliśmy zakwaterowanie w 4-osobowych pokojach i każdego dnia pyszne, zdrowe posiłki. Organizatorzy wyjazdu (JJ Fit Trening Personalny http://www.treningkrakow.pl/) zadbali o każdy szczegół i o to, żeby nam się nie nudziło. Jeśli tylko trafi się kolejna okazja, żeby z nimi pojechać, to ja na pewno skorzystam.
Kinga
poniedziałek, 18 maja 2015
Życiówka - X Bieg Kraków Skotniki
Może to jednak prawda, że najlepsze wyniki robi się wtedy, kiedy się nie zamierza... Po prostu sobie pobiegłam 13,36 km z czasem 01:04:15 h :) Zajęłam 2 miejsce w mojej kategorii wiekowej i pierwszy raz w życiu stanęłam na podium. Miłe uczucie, muszę przyznać ;)
Biegło się bardzo fajnie, choć momentami słońce dawało popalić, zwłaszcza na końcowym podbiegu, ale dałam radę.
Muszę pochwalić organizatora, bo na żadnym z biegów, w których dotąd brałam udział, nie było aż tylu stacji z wodą. Czyli jednak można...
Pierwszy raz biegłam bez muzyki, hm... może stąd ten wynik ;) E tam, regularne treningi, odpowiednia dieta i odpoczynek przed zawodami to już połowa sukcesu, a reszta siedzi w głowie. Kolejne zawody 7 czerwca, dlatego nie zamierzam odpuszczać treningów. Trochę lubię biegać ;)
Kinga
Biegło się bardzo fajnie, choć momentami słońce dawało popalić, zwłaszcza na końcowym podbiegu, ale dałam radę.
Muszę pochwalić organizatora, bo na żadnym z biegów, w których dotąd brałam udział, nie było aż tylu stacji z wodą. Czyli jednak można...
Pierwszy raz biegłam bez muzyki, hm... może stąd ten wynik ;) E tam, regularne treningi, odpowiednia dieta i odpoczynek przed zawodami to już połowa sukcesu, a reszta siedzi w głowie. Kolejne zawody 7 czerwca, dlatego nie zamierzam odpuszczać treningów. Trochę lubię biegać ;)
Kinga
sobota, 16 maja 2015
Szef kuchni poleca...
To był długi dzień, nietreningowy, ale mimo to dość męczący. Jestem zadowolona, bo udało mi się kupić kilka fajnych rzeczy w Martes Sport i w Decathlonie, między innymi mowy strój do pływania i pas do biegania. To niewiarygodne, ale mój stary pas "dostał nóg" podczas treningu, który robiliśmy w okolicach Kopca Krakusa dwa tygodnie temu :/ Nowy posiadacz oprócz pasa zdobył wodę mineralną, chusteczki higieniczne, dwa żele energetyczne i labello, gratuluję... ;)
Po całym dniu jeżdżenia od sklepu do sklepu należała nam się smaczna kolacja. Dziś w menu była zupa krem (czerwona i zielona soczewica, zielona papryka i pomidory koktajlowe), a na drugie - łosoś z mizerią i zapiekanymi ziemniakami... palce lizać... :)
Moja porcja zupy była bez tych upiększeń ;)
Jutro popołudniu kolejne zawody... Bieg Kraków Skotniki, tym razem 13 km. Proszę trzymać kciuki!!
Kinga
Po całym dniu jeżdżenia od sklepu do sklepu należała nam się smaczna kolacja. Dziś w menu była zupa krem (czerwona i zielona soczewica, zielona papryka i pomidory koktajlowe), a na drugie - łosoś z mizerią i zapiekanymi ziemniakami... palce lizać... :)
Moja porcja zupy była bez tych upiększeń ;)
Jutro popołudniu kolejne zawody... Bieg Kraków Skotniki, tym razem 13 km. Proszę trzymać kciuki!!
Kinga
piątek, 15 maja 2015
Runtastic
Właśnie wypróbowałam nową aplikację, służącą do pomiaru dystansu i tempa podczas biegania. Jak na razie wychodzi na to, że jest nieco lepsza od Endomondo, przynajmniej w jego podstawowej wersji. Przede wszystkim na bieżąco mogę sprawdzać pokonany dystans, bo wyświetla się na ekranie.
Dzisiaj przebiegłam 10 km, jutro odpoczywam przed niedzielnym biegiem w Skotnikach. Do pokonania będzie 13 km, a że tym razem ścigam się w towarzystwie triathlonisty, będzie motywacja do zrobienia dobrego czasu ;)
Wieczorem trening obwodowy z moim ulubionym trenerem. Już się nie mogę doczekać :)
Kinga
Dzisiaj przebiegłam 10 km, jutro odpoczywam przed niedzielnym biegiem w Skotnikach. Do pokonania będzie 13 km, a że tym razem ścigam się w towarzystwie triathlonisty, będzie motywacja do zrobienia dobrego czasu ;)
Wieczorem trening obwodowy z moim ulubionym trenerem. Już się nie mogę doczekać :)
Kinga
niedziela, 10 maja 2015
Menu na poniedziałek
Zrobiłam się monotematyczna, dlatego w następnym poście postaram się wrzucić coś o treningach. Tymczasem kończę przygotowywać posiłki na jutro. Pracuję w korporacji, więc jedyną opcją jest gotowanie na kilka dni do przodu, powiedzmy dwa, żeby się nie znudziło.
I śniadanie - shake proteinowy (30 g białka, 2 łyżeczki kakao, 1 łyżka siemienia lnianego, pół jabłka, pół banana i pół marchewki, 100 ml wody niegazowanej)
II Śniadanie - jajka na twardo (4 białka i 1 żółtko), warzywa - pomidor, 7 rzodkiewek, pół marchewki
Obiad - pieczona pierś z kurczaka, pół woreczka kaszy gryczanej, 2 gotowane szparagi
Przed treningiem - serek wiejski 150 g z mieszanką pestek dyni i ziaren słonecznika, rodzynek i sezamu (2/3 małej szklanki po nutelli)
Po treningu - mięso z warzywami
Dziś odpoczywam, bo przede mną długi tydzień treningowy... a że wczoraj po TRX'ie przebiegłam ponad 14 km, więc myślę, że dziś mogę, a może nawet powinnam pozwolić sobie na odrobinę lenistwa ;)
Kinga
Subskrybuj:
Posty (Atom)







